Pół roku temu podjąłem się tej Misji – Mistrza Ceremonii Pogrzebowych. Myślałem, że będę prowadził pogrzeby. Dziś wiem, że prowadzę ludzi przez chwile, których nie da się lekko unieść.
Każda ceremonia jest inna. Inne nazwiska, inne historie. A jednak wszystkie mają wspólny ciężar. Bo chwile pożegnania ważą. Nie doceniłem tego. Podczas takich chwil każdy człowiek zostaje sam ze swoją rozpaczą – zawsze trochę bezradną i zbyt cichą wobec tego, co się wydarzyło.
Śmierć nie tłumaczy się przed nami. Nie podaje powodów. Nie przychodzi w odpowiednim czasie. Zjawia się i pozostawia pustkę, której nie da się wypełnić słowami. Wobec niej wszyscy jesteśmy równi: ci, którzy odchodzą, i ci, którzy zostają.
A jednak właśnie wtedy wydarza się coś niezwykłego. Ludzie przychodzą. Stają obok siebie. Milczą razem. Idą w kondukcie. Kładą kwiaty. Wypowiadają imię tego, którego już nie ma. Jakby w ten sposób chcieli powiedzieć światu, że życie jednego człowieka nie było przypadkiem, że pozostawiło ślad, którego nie da się wymazać.
Być może właśnie na tym polega sens pożegnania. Nie na pokonaniu śmierci, bo tego zrobić nie potrafimy. Lecz na odmowie obojętności. Na prostym geście obecności. Na uznaniu, że czyjeś życie miało znaczenie.
(realizacja: Michał Wencek)


