Kwiaty na pogrzebie p. Wiesława Strużyńskiego

Wiesław Strużyński. Mowa Pożegnalna

Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem i przedstawiłem podczas Ceremonii pożegnania Wiesława Strużyńskiego (94). Żegnali Go Najbliżsi, żona Aleksandra, syn Krzysztof z Rodziną, Znajomi… Prowadziłem tę Uroczystość, perfekcyjnie zorganizowaną prze Dom Pogrzebowy Służew.

Odszedł Wiesław Strużyński.
19 kwietnia 2026 roku.
Przeżył 94 lata niemal 95.

To tylko trzy proste zdania. Sucha informacja.
A przecież za nimi kryje się całe życie długie, pełne doświadczeń, trosk, obowiązków i miłości.

Odszedł w szpitalu, gdzie spędził ostatnie cztery dni swojego życia. Już nie jadł, nie pił.
Odszedł cicho.

Ale kim był? Jaki był?

Był urzędnikiem państwowym.
Sumiennym, rzetelnym, cenionym przez przełożonych i współpracowników.
Za swoją pracę był wielokrotnie nagradzany odznaczeniami resortowymi i państwowymi.
Po przejściu na emeryturę nie wycofał się z życia przeciwnie, angażował się społecznie, był między innymi szefem koła emerytów w swoim dawnym miejscu pracy.

Ale przede wszystkim był człowiekiem rodziny.

Jego żona, Aleksandra, z którą przeżył 53 lata, mówi o nim:
sympatyczny domator, opiekuńczy, zdyscyplinowany, odpowiedzialny, słowny.
Człowiek, który dbał o swoich najbliższych.

Jego syn, Krzysztof, dodaje:
był patriarchalny ale takie były czasy, taki był model rodziny.
Był wymagający, szczególnie jeśli chodziło o wykształcenie syna.
Czasem aż nadmiernie.
Nie zawsze umiał okazywać uczucia.
Ale kochał syna  — głęboko i prawdziwie.

Był człowiekiem o którym się mówi – stara szkoła.
Taktownym, uprzejmym, kulturalnym.
Nie przeklinał.
Stronił od życia towarzyskiego, ale miał klasę i  zawsze wiedział, jak się zachować.

Zdrowie nie oszczędzało go przez wiele lat.
Zmagał się z chorobami nerek, układu moczowego, serca.
W ostatnich dwóch latach także z chorobą Alzheimera.
Z czasem jego świat stawał się coraz mniejszy.
Ale był.

I był także dziadkiem.

Tę rolę bardzo kochał.
Dla swoich wnuków Hipolita i Frania zawsze miał czas.
Rozmawiał z nimi o wszystkim.
Chodzili razem na spacery, grali w piłkę.
Martwił się o ich przyszłość i ich edukację.
Był obecny.

Ale…historia Wiesława Strużyńskiego jest historią pewnego pokolenia.
Pokolenia powojennego.
Pokolenia, które budowało, pracowało, trwało.

Był świadkiem czasów, o których dziś coraz częściej uczymy się już tylko z książek i programów dokumentalnych.
Ale on nie czytał o tej historii on ją przeżył.

Takich świadków jest coraz mniej.
Bo odchodzą.

Razem z Panem Wiesławem odchodzi część świata, który znaliśmy.
Pewien porządek.
Pewne wartości.
Pewna epoka.

Żegnamy dziś człowieka.
Męża.
Ojca. Teścia.
Dziadka.

Żegnamy życie.

I zostaje nam pamięć.

I cześć jego pamięci.

(Przy Kolumbarium)

Są chwile, wobec których język ustępuje miejsca ciszy. Ta jest jedną z nich. Nie dlatego, że brak nam słów, lecz dlatego, że każde słowo byłoby zbyt małe wobec tego, co się kończy i tego, co w nas pozostaje. Oto kres drogi, który nie daje odpowiedzi na żadne pytanie. A jednak właśnie w tej ciszy trwa pamięć. Nie potrzebuje ona form ani gestów. Trwa uparcie, jak wszystko, co naprawdę ludzkie. Zatrzymajmy się więc na moment. Nie po to, by zrozumieć — lecz by być. I zapamiętać Wiesława. Na zawsze.