Pogrzeb Wiesława Kolasińskiego

Wiesław Kolasiński. Mowa Pożegnalna

05.08.26 W Domu Pogrzebowym Służew i na Cmentarzu Bródnowskim, Najbliżsi – żona Marzena, dzieci Sylwia i Rafał, wnuczka Wiktoria, siostra Grażyna, dalsza rodzina, a także przyjaciele i znajomi pożegnali Wiesława Kolasińskiego (71). Dobrego Człowieka z hippisowską duszą. Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem na tę Ceremonię…

Witam Państwa w Domu Pogrzebowym Służew na pierwszej części Ceremonii, podczas której pożegnamy pana Wiesława Kolasińskiego.  Witam Panią Marzenę Kolasińską, żonę Zmarłego, witam Sylwię i Rafała, córkę i syna pana Wiesława, witam Wiktorię, ukochaną wnuczkę, witam panią Grażynę Niezabitowską siostrę, z mężem Markiem, witam Roberta Pyclika, siostrzeńca żony Marzeny i panią Mirosławę Pyclik, szwagierkę… witam wszystkich Państwa.

Żegnamy Pana Wiesława…  Męża, ojca, dziadka, brata… przyjaciela, znajomego…

Ale, proszę Państwa, kogo dziś żegnamy? 

Pan Wiesław przeżył 71 lat… dziś można powiedzieć – „to nie jest czas na umieranie”, albo „odszedł w sile wieku”… tylko to bardzo łatwo tak powiedzieć… „w sile wieku”.  Pan Wiesław chorował, poważnie. Od lutego 2022 roku. Przeżył trzy operacje: tętniaka aorty i tętniaka brzusznego, aż trudno sobie wyobrazić, co to znaczyło dla jego zdrowia… Wcześniej, ale i podczas choroby Pan Wiesław nie dbał o siebie, taki miał  charakter.   Zmarł w miejscu, w którym mieszkał.

To tam odnalazła go pani Beata – żona jego znajomego, u którego wówczas mieszkał w Grodzisku. Wcześniej pan Wiesław i mąż Pani Beaty razem pracowali w Norwegii oraz w Niemczech. Pan Wiesław biegle posługiwał się językiem niemieckim. Źle się czuł już przez jakiś czas, ale nie godził się na wezwanie pogotowia, pewnie po traumatycznych, wcześniejszych doświadczeniach ze służbą zdrowia i wcześniejszym pobycie w szpitalu. Do końca swojego życia był świadomy. Już w 2020 roku, kiedy poczuł się źle po raz pierwszy, pani Marzena, żona, od razu zorientowała się, że z Panem Wiesławem jest naprawdę coś nie tak… to były typowe objawy tętniaka… choć postawiona pierwsza diagnoza pominęła taką ewentualność… A do tego Pan Wiesław nie dawał za wygraną, dowcipkował na temat swojego samopoczucia… i stanu zdrowia, w ogóle nie dopuszczał do świadomości, że jest poważnie chory… Pierwsza operacja, za chwilę druga i potem jeszcze trzecia… Cztery tygodnie spędził w szpitalu i znosił to źle. To był czas trudny dla całej rodziny, ale zwłaszcza dla Pani Marzeny, która opiekowała się mężem cały czas.

Pan Wiesław, traktował to spokojnie, ale po powrocie do domu już nie chciał wracać do szpitala, choć stan zdrowia jeszcze to na nim wymusił. To złe wspomnienie z 2020 roku… ale, czy trudno się dziwić, że odmówił pomocy lekarskiej podczas zdrowotnego kryzysu ostatnich dni  życia? Tego się już nie dowiemy…

Po trudnej wiośnie 2020 roku Pan Wiesław doszedł do siebie i  zaczął żyć na nowo. Po swojemu… Pełnią swojego życia.

I tutaj aż się prosi ponownie zadać pytanie – kogo dziś żegnamy? Pani Marzena, żona mówi wprost – wolnego człowieka. Kiedy słuchałem opowieści o Panu Wiesławie, opowieści jego najbliższych, od początku miałem jedno skojarzenie – Pan Wiesław był… hippisem… I to by się zgadzało, bo przecież kiedy idee światowej kontrkultury pojawiły się w Polsce, a był to początek lat siedemdziesiątych, Pan Wiesław był nastolatkiem, a jego młody umysł chłonął to, co nowe pojawiło się wokół nas… nie wiem, czy tak było, ale to bardzo prawdopodobne… A hippisem jest się przez całe życie.

Po ciężkiej chorobie, ze świadomością, jak kruche i krótkie  jest ludzkie życie – a to bardzo hippisowska myśl – kupił od znajomego pszczelarza małego, transportowego, żółtego  mercedesa, „Pszczółkę” (niemal jak Yellow Submarine Beatelsów) i w 2024 roku, samotnie ruszył nim w świat! A dokładnie pojechał na drugi koniec Europy, do Hiszpanii. Włóczył się po tym pięknym kraju i zawsze wybierał miejsca nieoczywiste.

Nieprawdopodobne! Mieszkał w samochodzie, robił sobie posiłki, choć kucharz z niego był raczej kiepski, poruszał się bez pośpiechu, spotykał ludzi po drodze, rozmawiał z nimi, a był gadułą i miał cierpliwość do ludzi, dzięki czemu umiał dogadać się z każdym, słuchał muzyki, był blisko natury…  Był wolny,  jak każdy rasowy hippis.  Ta wyprawa trwała kilka miesięcy! „Jak przeżyję, to pojadę!” – powtarzał zaraz po chorobie i zrobił to! Na zdjęciach z tej wyprawy wygląda, jak prawdziwy, amerykański beatnik z końca lat sześćdziesiątych: długa broda, kolorowa garderoba. Ale na tych zdjęciach widać coś jeszcze – że jest, był… wtedy szczęśliwy…

W tym roku, późną jesienią planował następną wyprawę… Zresztą ta podróż Pszczółką była zwieńczeniem jego zamiłowania do podróży w ogóle, choćby palcem po mapie… ale nie tylko, ze swoimi małymi dziećmi – Sylwią i Rafałem jeździli starym mercedesem na wakacje pod namiot… a do tego jeszcze Pan Wiesław uwielbiał autostop! Proszę Państwa, jakie to wszystko jest hippisowskie!

To postawmy to pytanie jeszcze raz… kogo dziś żegnamy?…

Żegnamy Pana Wiesława, ponadprzeciętnie utalentowanego technicznie człowieka. Z wykształcenia i zawodu był technikiem elektrykiem, ale potrafił zrobić, czy naprawić absolutnie wszystko! Dlatego, wszędzie, gdzie pracował, był na wagę złota… właśnie – Pan Wiesław był „złotą rączką”, a my wszyscy dziś wiemy, dziś w czasach nowych technologii, jak takie umiejętności są niezbędne do codziennego życia. Tak naprawdę dzięki tym talentom Pan Wiesław powinien być zamożnym człowiekiem, ale… miał swobodny stosunek do pieniędzy, a swoje wymagania od życia określał, jako minimalistyczne… wystarczało mu to, co miał.

Do dóbr materialnych nie przywiązywał wagi… Jak każdy rasowy hippis! Uwielbiał samochody, także te, a może przede wszystkim te, które można było naprawić. Wtedy był w swoim żywiole. Jego ulubiony Citroen 2CV… jeździł na zloty miłośników takich samochodów… Umiał samochód naprawić nawet przez telefon. Pamięć rodzinna państwa Kolasińskich przechowuje taką opowieść, o tym, jak dzięki instrukcjom Taty udzielanym przez telefon, pani Sylwia nareperowała samochód, który zepsuł się w drodze na wakacje na Mazury!

Proszę Państwa… to zadam to pytanie jeszcze raz… kogo dziś żegnamy? 

Człowieka wrażliwego, czułego, ciepłego i cierpliwego… Tym zdobył Panią Marzenę, którą poznał dzięki swojej siostrze Grażynie.  Nie był łatwym mężem, uciekał, ciężko było z nim żyć i choć pani Marzena i pan Wiesław nie przestali być małżeństwem, w końcu zamieszkał sam… wpisana w jego DNA wolność  okazała się być silniejsza niż cokolwiek, takim był człowiekiem. Ale był dobrym ojcem, na którego zawsze Sylwia i Rafał mogli liczyć i zawsze miał dla dzieci czas, choć nie zawsze podzielał ich pasje…

Pani Sylwia mówi o Tacie: miałam z nim jakiś specjalny kontakt, liczył się z moim zdaniem, na przykład w kwestii leczenia. I dodaje – uczył nas abyśmy byli wyrozumiali wobec innych, cierpliwi i… ciekawi świata. To pani Sylwia wymusiła na Tacie obowiązek meldowania się podczas jego niezwykłej wyprawy do Hiszpanii. Pan Wiesław był też kochanym bratem pani Grażyny, zawsze mogła z nim pogadać i ta więź między bratem i młodszą siostrą była wyjątkowa… kochał swoją wnuczkę Wiktorię… choć może nie zawsze umiał to okazywać… W codziennym życiu bywał uparty, lubił słodkie i miał niecodzienne pomysły, na przykład potrafił gości spoza Warszawy zaprosić na wycieczkę do… warszawskiej oczyszczalni ścieków! Taki był Pan Wiesław,  lubił życie, lubił ludzi, nie wszczynał kłótni i nie szukał zwady…  żył bez agresji wobec kogokolwiek… nikogo nie dyskryminował. Był pogodnym człowiekiem. Uważał, że każdy ma prawo do swojego zdania…i swojego życia i każdy ma prawo do bycia innym…  czy to nie jest hippisowska osobowość? Hippis, ale warszawiak z krwi i kości.

(zapraszam członków Rodziny do powiedzenia kilku słów o Zmarłym)

Proszę Państwa… utworzeniu konduktu i wyprowadzeniu Urny z prochami Zmarłego Wiesława w Asyście Domu Pogrzebowego Służew będzie towarzyszył utwór Metallica:

„nothing else matters”

lider Zespołu James Hatfield śpiewa tak…

Nigdy nie obchodziło mnie, co mówią

Nigdy nie obchodziły mnie gry, w które grają

Nigdy nie obchodziło mnie, co robią

Nigdy nie obchodziło mnie, co wiedzą

A ja wiem, tak, tak

Tak blisko, nie ważne jak daleko

Nie mogło być nic bardziej od serca

Ufając zawsze temu, kim jesteśmy

Nie, nic innego się nie liczy

Przecież to są słowa o Wieśku…

Drodzy Państwo, odszedł Wiesław Kolasiński,

Dobry Człowiek z hippisowską duszą…

Zanim wyprowadzimy Urnę w Asyście Domu Pogrzebowego Służew, powstańmy i w milczeniu oddajmy hołd Zmarłemu.