Teodozja Rot. Mowa Pożegnalna

12.05.26, we wtorek Najbliżsi pożegnali Teodozję Rot (89), ukochaną Mamę, Babcię i Prababcię. Była to kameralna Ceremonia, perfekcyjnie zorganizowana przez Dom Pogrzebowy Służew. Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem i przedstawiłem podczas Ceremonii. 

Pani Teodozja Rot przeżyła 89 lat. W końcu maja obchodziłaby 90 urodziny. 

Ale kogo widzimy na zdjęciu? Tu  ma 20, może 22 lata i jest tuż po Szkole Pielęgniarskiej, tej na Solcu. Była pielęgniarką całe życie, nawet, kiedy nie pracowała  w szpitalu. Ale była pielęgniarką z poczucia obowiązku, też z powołania, bo jak mówi jej córka Izabela zawsze myślała o innych, a nie o sobie. Pani Teodozja odeszła tak, jak żyła — bez żądania uwagi, bez skargi. Cicho, w szpitalu MSWiA, w którym jako młoda dziewczyna rozpoczęła pracę. 

Przyjechała do Warszawy, do Szkoły Pielęgniarskiej z Kobus, gdzie się urodziła…  z miejsca, które zostało daleko — nie tylko na mapie, ale i w czasie. Wyobraźmy to sobie… Lata pięćdziesiąte, Warszawa podnosi się z ruin. Pani Teodozja także budowała — nie mury, lecz ludzkie zdrowie i  bezpieczeństwo. Uczennice szkoły pielęgniarskiej od razu pracowały w warszawskich szpitalach, to była prawdziwa szkoła życia… ale ta krucha, delikatna dziewczyna dała radę. Przetrwała… i nauczyła się być przy drugim człowieku.

Pani Teodozja wspominała te czasy z uśmiechem, choć zawsze zaznaczała, że nie było łatwo… Była pielęgniarką nie dlatego, że wybrała ten zawód. Była nią dlatego, że wybrała sposób istnienia. Pomagać. Czuwać. Nie odwracać wzroku od cierpienia. Trwać przy łóżku chorego, przy mężu, przy dziecku, przy wnuczce, przy prawnukach.  Trwać — nawet wtedy, gdy nikt tego nie widzi.

Pani Teodozja była opiekuńczą, oddaną żoną. Ze swoim mężem, Juliuszem przeżyli razem 36 lat, do śmierci męża.  Poznali się – Teodozja i Juliusz, wówczas student Politechniki – w pociągu… a po latach sama odeszła na wcześniejszą emeryturę, aby się nim, schorowanym opiekować… przez ostatnie trzy lata jego życia. Trzy lata ostrego dyżuru w domu, dzień w dzień, 24 godziny na dobę.  Ale mimo to pomagała córce w codziennych domowych obowiązkach, dbała o najbliższych i znajdowała chwile dla siebie, na spacer, czy czytanie… bo Pani Teodozja dużo czytała i lubiła krzyżówki. Interesowała się historią, ale też zawsze chciała być na bieżąco, śledziła wydarzenia bieżące w Polsce i na świecie. Miała swoje ulubione programy, a „Szkło kontaktowe” było obowiązkowym punktem wieczoru, bo Pani Teodozja nie chodziła wcześnie spać, tak zwane „pielęgniarskie noce” miała we krwi. 

Mamą i babcią pani była całym sercem. Córka Izabela i wnuczka Justyna, jedyna wnuczka babci Todzi, zawsze mogły na nią liczyć. Na jej ciepło i naturalność. Ale, na całe szczęście pani Teodozja nie była nadopiekuńczą matką, czy babcią, w końcu w swojej pielęgniarskiej pracy spotykała inne dzieci i wszystkie traktowała tak samo. Pani Izabela wspomina wyjazd na kolonie, podczas których mama,  była pielęgniarką… i nie faworyzowała swojej córki w żaden sposób… Opiekuńcza, dbająca matka i babcia… tak, jak należy, jak trzeba. I bardzo kochała swoje prawnuki Maksymiliana i Mikołaja…  

To było normalne, ustabilizowane życie w kochającym otoczeniu. Ta krucha, delikatna dziewczyna ze zdjęcia przeżyła je tak, jak umiała. I nie szukała niezwykłości. Była jedną z tych osób, które nie domagają się uwagi świata, a mimo to podtrzymują go swoim codziennym wysiłkiem. Są jak światło w oknie — nie pyta się o nie, dopóki nie zgaśnie. Dopiero wtedy rozumiemy, jak wiele znaczyło. 

Ale może właśnie to jest tajemnica ludzkiego losu: że nie wiemy, jak wielkie było czyjeś życie, dopóki nie zobaczymy łez tych, którzy  zostają. Bo człowiek naprawdę odchodzi dopiero wtedy, gdy znika pamięć o jego dobroci.  A dobroć pani Teodozji pozostaje – w tych, którym pomagała, którym służyła, których kochała. W córce, wnuczce. W prawnukach… 

I w opowieści o delikatnej, kruchej dziewczynie ze zdjęcia, która okazała się silniejsza, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. 

——————————————————————————————

Szanowni Państwo, zgodnie z życzeniem najbliższych Zmarłej, to jest zakończenie tej Ceremonii Pożegnalnej. Urna z prochami zostanie teraz zabrana i w asyście Pracowników Domu Pogrzebowego Służew, będzie odwieziona na Cmentarz Bródnowski, a następnie złożona do grobu rodzinnego obok męża – Juliusza i teściów – Henryki i Edwarda. Zanim się pożegnamy, powstańmy, by uczestniczyć w tej chwili do końca.