W piątek, 07.08.26, na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach Najbliżsi pożegnali Panią Pelagię Wysocką (98). To było pełne, długie życie. Miałem zaszczyt prowadzić Ceremonię, a niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem.
Szanowni Państwo, witam Państwa, uczestników Ceremonii, podczas której pożegnamy panią Pelagię Wysocką.
Pani Pelagia przeżyła 98 lat. Dziś mówi się – piękny wiek.
Odeszła spokojnie, we śnie, w szpitalu. Na kilka dni przed śmiercią poczuła się źle. Pani Krystyna i pan Andrzej wezwali pogotowie, które zabrało panią Pelagię do szpitala. I tam już została.
Do końca była sprawna umysłowo. Ruchowo z wiekiem przybywało jej niesprawności. Do ostatnich chwil dbała o siebie. Grzebień i coś dobrego do jedzenia były dla pani Pelagii bardzo ważne.
Do 96 roku życia była samodzielna. Ostatnie lata swojego życia nie mieszkała już sama – zamieszkała z opiekunką, Panią Sławą, co było konsekwencją operacji po złamaniu biodra. Winda nie dojeżdżała na piętro, na którym mieszkała, a pokonanie zaledwie kilku schodów było dla niej wyzwaniem. Tylko siedem schodów…
Ale z pomocą dawała radę, bo są takie roczniki – nie do zdarcia. A pani Pelagia była właśnie z takiego rocznika. Dawała radę nawet wtedy, gdy poruszała się już na wózku.
Pani Pelagia miała kłopoty ze wzrokiem, choć niechętnie korzystała z pomocy lekarzy okulistów. Mówiła, że pozbawiają ją nadziei. Zawsze była „dzielna i samodzielna”. Zresztą ta dzielność i samodzielność nie dotyczyły wyłącznie wzroku. Była to jej filozofia życia i sposób radzenia sobie z codziennością.
Choć… nie do końca odnajdywała się w świecie nowoczesnych technologii. Ale to nic dziwnego. To raczej charakterystyczne dla tamtych roczników. Pozostaliśmy, albo pozostajemy, ludźmi świata analogowego i tutaj potrzebujemy pomocy. Cyfrowy świat ją przerastał. Miała telefon komórkowy z podstawowymi funkcjami i to w zupełności jej wystarczało.
W sprawach rachunkowych, czy bankowych korzystała z pomocy pani Krystyny i pana Andrzeja. Interesowała się polityką i była na bieżąco. Była zdecydowana i wiedziała swoje.
Była osobą emocjonalną i upartą w swoich sądach, ale można było z nią rozmawiać, a nawet przekonać do innych racji.
Miała również rozległą wiedzę historyczną i geograficzną, czym potrafiła zaskakiwać swoich rozmówców. Niewątpliwie, gdyby nie słaby wzrok, który ograniczał możliwość czytania, nadal poszerzałaby swoją wiedzę, bo miała wyjątkową pamięć.
Ta pamięć przejawiała się także w doskonałej znajomości rodzinnych spraw i koligacji. Zawsze można było zapytać panią Pelagię, kto kim był w tej rodzinie – i pani Pelagia wiedziała.
Ale czym zajmowała się zawodowo przez swoje długie życie?
Była dziewczyną chłopskiego pochodzenia. To bardzo ważne i charakterystyczne dla tamtego pokolenia – pokolenia awansu społecznego, jak dziś się mówi. Po wojnie przyjechała do Warszawy odbudowywać stolicę. Taki przyjazd do nowego środowiska wymagał odwagi. Rozpoczęła studia w SGGW, które ukończyła. Była inżynierem magistrem od roślin i naprawdę się na nich znała.
Całe swoje zawodowe życie przepracowała jednak w Najwyższej Izbie Kontroli, kończąc drogę zawodową na stanowisku dyrektora. Całe życie w jednym miejscu pracy… Dziś to niemal nie do pomyślenia.
Ta praca była dla niej naprawdę ważna. Do ostatnich dni wracała wspomnieniami do czasu swojej aktywności zawodowej, przypominała sobie różne sytuacje i wciąż je przeżywała. Jak wielu ludzi z jej pokolenia autentycznie żyła swoją pracą – do końca. W miarę możliwości utrzymywała również kontakty z dawnym miejscem pracy.
Miała przyzwoitą emeryturę, choć nie przelewało się, bo koszty całodobowej opieki były bardzo wysokie. Na szczęście pani Sława, opiekunka mieszkająca z panią Pelagią, stała się nie tylko opiekunką, ale również swoistą przyjaciółką domu i bardzo bliską osobą.
Pani Pelagia była żoną i również w tej roli się spełniała. Dziś trudno o tym mówić, bo główni aktorzy tego rodzinnego teatru już nie żyją.
Ale wielką namiętnością pani Pelagii był świat roślin i jej ukochany ogród. RODOS przy ulicy Żwirki i Wigury. To było jej miejsce na ziemi. Opiekowała się nim nawet wtedy, gdy sama nie mogła już tam jeździć. A kiedy jeszcze mogła – po prostu spędzała tam całe dnie. Nie tylko znała się na roślinach. Ona je czuła. Miała tam swoich znajomych. Po prostu to uwielbiała. Tym żyła.
A kiedy sama nie mogła już tam jeździć, wysyłała swoją opiekunkę, panią Sławę, aby wszystkiego dopilnowała. Jakby opieka nad ukochanym ogrodem była ważniejsza niż opieka nad nią samą.
RODOS przy Żwirki i Wigury pozostał jej miejscem na ziemi do końca.
I do końca swoich dni była elegancką kobietą, świetnie wyglądającą. Nigdy nie wyglądała na swój wiek, czym nieustannie wprawiała w zdumienie lekarzy. Skóra niemal bez zmarszczek, gęste włosy… Dobre, mocne, chłopskie geny.
Proszę Państwa…
Razem z panią Pelagią żegnamy pewną epokę. Pewien świat. Żegnamy całe pokolenie.
Historycy mówią o nim: pokolenie powojenne. Pokolenie odbudowy. Pokolenie, które budowało, pracowało i trwało.
To był świat ludzi wiernych pracy, małżeństwu i przyjaźni.
Świat, w którym jedno miejsce pracy mogło być całym zawodowym życiem. W którym przyjaciele byli naprawdę „na całe życie”.
Nie był to świat łatwy. Był to świat budowany na ruinach.
Pokolenie pani Pelagii Wysockiej nie miało luksusu narzekania.
Musiało odbudowywać. Domy. Drogi. Krajobrazy.
A przede wszystkim – sens.
Pani Pelagia była świadkiem czasów, o których dziś coraz częściej uczymy się już tylko z książek i programów dokumentalnych.
Ale ona nie czytała o tej historii.
Ona ją przeżyła. Takich świadków jest coraz mniej.
Bo odchodzą.
Razem z panią Pelagią odchodzi część świata, który znaliśmy.
Pewien porządek. Pewne wartości. Pewna epoka.
Epoka ludzi niedocenionych.
Bo dziś jest tak, jakbyśmy ich w ogóle nie zauważali. Patrzymy na to pokolenie przez pryzmat czasów, w jakich przyszło mu żyć. Czasów, o których nie chcemy pamiętać, bo były trudne i ponure. Komuna.
A przecież byli to normalni, twardzi, pogodni ludzie. Ludzie, którzy pomimo wszystko bardzo chcieli żyć.
To oni odbudowali nasz kraj.
I mam nadzieję, że historia jeszcze się o nich upomni.
Cześć Jej pamięci!
Szanowni Państwo,
zgodnie z życzeniem pani Pelagii ta ceremonia ma charakter świecki. Jeżeli jednak ktoś z Państwa ma potrzebę pomodlić się za panią Pelagię, to właśnie teraz jest ten moment.
(przy grobie)
Są chwile, wobec których język ustępuje miejsca ciszy. Ta jest jedną z nich. Nie dlatego, że brakuje nam słów, lecz dlatego, że każde słowo byłoby zbyt małe wobec tego, co się kończy, i tego, co w nas pozostaje.
Oto kres drogi, który nie daje odpowiedzi na żadne pytanie. A jednak właśnie w tej ciszy trwa pamięć. Nie potrzebuje ona form ani gestów. Trwa uparcie, jak wszystko, co naprawdę ludzkie.
Zatrzymaliśmy się więc na moment. Nie po to, by zrozumieć, lecz po to, by być.
I zapamiętać panią Pelagię Wysocką. Na zawsze.
Proszę Asystę Domu Pogrzebowego Służew o rozpoczęcie czynności.

