29.07.26 a Sali Pożegnań na Cmentarzu Komunalnym w Częstochowie, Najbliżsi – syn Arkadiusz z żoną Klaudią, córkami Zuzią i Natalką, siostra Izabela, rodzina bliższa i dalsza, znajomi i sąsiedzi pożegnali Pana Marka Rosę (68). Odszedł Dobry Człowiek. Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem na tę Ceremonię.
Szanowni Państwo, witam Państwa, uczestników Ceremonii podczas której pożegnamy Pana Marka Rosę. Witam syna pana Marka Arkadiusza, z żoną Klaudią i ukochanymi wnuczkami pana Marka Zuzią i Natalką… witam młodszą siostrę panią Izabelę, witam członków rodziny bliższej i dalszej, witam starych znajomych Pana Marka, jeszcze z czasów licealnych z Liceum im Dąbrowskiego, witam sąsiadów z Parkitki … i wszystkich Państwa…
Po rozmowie z Panem Arkiem o Tacie, długo zastanawiałem się jak zacząć tę Ceremonię… i przypomniałem sobie 37 słów, które w krótki wiersz ułożył, prawie 40 lat temu Tadeusz Różewicz, wybitny polski poeta… posłuchajcie Państwo…
Czas na mnie
czas nagli
co ze sobą zabrać
na tamten brzeg
nic
więc to już
wszystko
mamo
tak synku
to już wszystko
a więc to tylko tyle
tylko tyle
więc to jest całe życie
tak całe życie
Pan Marek Rosa przeżył 68 lat… 68 lat? Dziś o mężczyznach w takim wieku mówi się często: „są w sile wieku”. Dlatego tym trudniej pogodzić się z myślą, że życie Pana Marka zakończyło się właśnie teraz. Ale wobec takich wydarzeń pozostaje nam pokora. Są pytania, na które człowiek nie znajduje odpowiedzi.
Pan Marek Rosa chorował od 10 lat. Pierwsza diagnoza – guz na kręgosłupie, potem walka o zdrowie, a Pan Marek walczył, bo nie chciał być dla nikogo ciężarem… i nie miał w zwyczaju narzekać na cokolwiek i kogokolwiek obarczać swoim losem… bo, jak mówi Pan Arek… Tata był z tych roczników, które z byle czym nie chodzą do lekarza… Ale choroba nowotworowa pogłębiała się, nowotwór zajął oba płuca, stan zdrowia Pana Marka bardzo się pogarszał… Zmarł w domu, w piątek 24 lipca, tam znalazł go syn…który przyjechał do Taty z obiadem… rano tego dnia jeszcze była u niego jego siostra, Pani Izabela… bo w rodzinie Państwa Rosów wszyscy sobie pomagają, a zwłaszcza Panu Markowi, który po śmierci ukochanej żony mieszkał sam. Dla Pana Arka to był szok, zmarł jego Tata, a przecież mama Anna zmarła niecały rok temu, w październiku ubiegłego roku, a w kwietniu odeszła babcia Teresa, czyli mama Pana Marka…
Pani Anna i Pan Marek, 40 lat razem, jeszcze w kwietniu ubiegłego roku syn i synowa, zorganizowali rodzicom uroczystość z tej okazji, to była niespodzianka i bardzo udana impreza…
Śmierć żony Anny był dla pana Marka ciosem i kto wie, czy nie przyczyniła się do pogorszenia jego stanu zdrowia. Lekarz, który stwierdził zgon pana Marka, a który znał dobrze państwa Rosów, też tak uważa… Choroba chorobą, ale pan Marek zwyczajnie tęsknił za swoją ukochaną żoną. Oni się kochali. To było dobre małżeństwo… Pani Anna była częstochowianką, pan Marek urodził się w Kędzierzynie – Koźlu. Poznali się przez siostrę pani Anny i tak to się zaczęło. Po śmierci żony, pan Marek mieszkał sam i dawał radę pomimo stanu zdrowia. Pomimo przyzwyczajeń, bo w tym domu dowodziła pani Anna.
Zawodowo, pan Marek związał swoje losy z branżą budowlaną, a konkretnie z pracami wykończeniowymi. Pracował w różnych firmach, w ekipach remontowych, najdłużej w PKS Częstochowa, pracował także na własny rachunek. Swoją pracę traktował rzetelnie, wiedział, że daje utrzymanie jego rodzinie, choć finansami zarządzała pani Anna. Ale nigdy nie było na tym polu żadnych nieporozumień. Dom państwa Rosów funkcjonował, jak wiele polskich domów w tych czasach. Jego zawodową drogę przerwał nowotwór… rok 2016. To był też moment, od którego pan Marek zaczął poruszać się przy pomocy balkonika ortopedycznego. Ale nauczył się tego i dobrze dawał sobie radę. Przeszedł na rentę. Syn Arek jeździł z nim do Gliwic na leczenie, jednak ostatnie dwa miesiące były już naprawdę trudne. Pomimo opieki siostry Izabeli , syna Arka i synowej Klaudii.
Pan Marek, uwielbiał być dziadkiem, kochał swoje wnuczki Zuzię i Natalkę – z wzajemnością – i w miarę swoich możliwości pomagał Klaudii i Arkowi w ich wychowaniu… Było tak napewno i dlatego, że kochał swoją synową, o której często mówił: chciałbym mieć taką córkę. Tak, Pan Marek był dobrym teściem… dobrym ojcem, mężem i starszym bratem dla Pani Izy…
Pani Izabela poprosiła mnie, abym przeczytał słowa, które napisała do brata: Kochany bracie, tak trudno uwierzyć, że odszedłeś, z całego serca dziękuję Ci za miłość, wsparcie i obecność. Pamięć o Tobie będzie mi towarzyszyć każdego dnia, byłeś najlepszym bratem na świecie, zawsze będziesz w moim sercu, spoczywaj w pokoju.
Tak, Pan Marek był dobrym człowiekiem. Pani Anna i pan Marek byli dobrymi ludźmi… i zawsze można było na nich polegać… Może było tak dlatego, że zwyczajnie lubili ludzi, a ludzie, których spotkali w życiu, choćby na chwilę lubili ich… tak było do końca…
Ale ten portret Pana Marka Rosy jest jeszcze niepełny. Był domatorem i własne mieszkanie to było jego miejsce na Ziemi. W tematach politycznych i społecznych był na bieżąco. Kochał sport, uwielbiał, często z synem oglądać transmisje z wydarzeń sportowych, co ciekawe nie miał jednej, ulubionej dyscypliny. Po prostu był kibicem. Interesował się Rakowem Częstochowa, ale bez przesady. Lubił historię, dużo czytał na ten temat, oglądał programy i filmy dokumentalne, zwłaszcza dotyczące bitew morskich… w jakiś sposób ciągnęło go na wielką wodę, choć nie umiał pływać… Kiedy był młody sklejał modele okrętów… może to był znak jakiegoś marzenia, pragnienia… które urodziło się podczas pierwszych wakacji, spędzonych razem z Anną nad Bałtykiem?.. I miał jeszcze taką słabość, a może hobby… zawsze prosił najbliższych i znajomych, wyjeżdżających gdzieś za granicę o… pocztówki. Mnóstwo ich zebrał. I jeszcze… Led Zeppelin, Uriah Heep, Deep Purple i Pink Floyd… to muzyka pana Marka. Muzyka naszego pokolenia.
Szanowni Państwo, odszedł Pan Marek Rosa. Dobry człowiek.
A teraz oddajmy mu głos…
Żegnam Cię Arku, mój Synu ukochany! Byłeś moją dumą… Dziękuję Ci za każdą chwilę, którą spędziliśmy razem… a teraz opiekuj się swoją żoną Klaudią, moimi wnuczkami Zuzią i Natalką i… moją siostrą, twoją ciocią Izabelą…
Żegnam Cię Izabelo… moja siostro. Naprawdę byliśmy jak siostra i brat… ta miłość jest wieczna… zawsze mogłem na Ciebie liczyć, dziękuję Ci za opiekę zwłaszcza w trudnych chwilach mojego życia…
Żegnam Cię Klaudio, moja Synowo… kochałem Cię, jak własną córkę i zawsze podziwiałem Twoje zaangażowanie w sprawy naszej rodziny… opiekuj się Arkiem, Zuzią, Natalką i ciocią Izabelą…
Żegnam Was, moje najukochańsze wnuczki, Zuzia, Natalka… byłyście dla mnie wszystkim… Byłyście sensem mojego życia, niech Wam się wiedzie i żyjcie jak najlepiej…
Żegnam Was wszystkich, którzy przyszliście mnie pożegnać…
Żegnajcie!
Zanim utworzymy kondukt, powstańmy i w milczeniu pożegnajmy Marka Rosę…
—————————————————————
Urna z prochami złożona będzie do grobu w którym spoczywa Ukochana żona Pana Marka, Pani Anna… Czy to nie jest najpiękniejsze zakończenie tego życia? Ale to wcale nie jest łatwo tak powiedzieć, bo są chwile, wobec których język ustępuje miejsca ciszy. Ta jest jedną z nich. Nie dlatego, że brak nam słów, lecz dlatego, że każde słowo byłoby zbyt małe wobec tego, co się kończy i tego, co w nas pozostaje. Oto kres drogi, który nie daje odpowiedzi na żadne pytanie. A jednak właśnie w tej ciszy trwa pamięć. Nie potrzebuje ona form ani gestów. Trwa uparcie, jak wszystko, co naprawdę ludzkie. Zatrzymaliśmy się tu i teraz na moment. Nie po to, by zrozumieć — lecz by być. I zapamiętać Marka Rosę. Na zawsze.
Tej chwili będzie towarzyszył nam motyw z utworu „Stairway to Heaven” Led Zeppelin, który tak bardzo lubił Pan Marek Rosa…
Zaczynamy…

