Pogrzeb Joanny Kisiel

Joanna Kisiel, Aśka. Mowa Pożegnalna

Dziś (09.06.26) na Cmentarzu Służewskim Nowym, Najbliższa Rodzina, Znajomi pożegnali Joannę Kisiel (71), Aśkę, bo tylko tak o sobie mówiła. Była niezależna, szła własną drogą i sama dokonywała życiowych wyborów. Podczas Ceremonii słuchaliśmy Skaldów, bo Aśka kochała ich muzykę. Kameralna, pełna wzruszeń Ceremonia.

26 maja 2026 roku odeszła Joanna Kisiel, Aśka. Jej życie trwało 71 lat. Dla urzędów i dokumentów była Iwoną, Joanną.  Ale dla siebie była Aśką. Nie chciała być Iwoną i nie chciała być Asią, Joasią, czy Asiunią… nie lubiła zdrobnień. Nie dlatego, że brakowało jej czułości. Po prostu nie chciała, by świat czynił ją mniejszą, bo taką się nie czuła.

Życie wcześnie wystawiło ją na próbę. Kiedy miała trzynaście lat, straciła matkę — osobę, której miłości była pewna. Są straty, które mijają z czasem. Są też takie, które zostają w człowieku na zawsze i stają się częścią jego spojrzenia na świat. Być może właśnie wtedy Aśka nauczyła się polegać przede wszystkim na sobie?..

Była uparta. Ale są rodzaje uporu, bez których nie sposób przejść przez życie. Dzięki niemu była dobrą uczennicą, znakomitą studentką, rzetelną pracownicą. Pracowała w różnych instytucjach, także w Polskim Radiu, ale przede wszystkim była tłumaczką z języka serbskiego i chorwackiego…Tłumaczyła języki południowych Słowian, przenosząc znaczenia z jednego świata do drugiego.

Za swoją pracę została odznaczona przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego Złotym Krzyżem Zasługi. To było uznanie dla kompetencji. Ale ci, którzy ją znali, wiedzą, że ważniejsza od odznaczeń była dla niej niezależność.

Potem przyszła choroba. Nie pytała o plany ani o zasługi. Przyszła i zmieniła wszystko. Tak właśnie działa los — obojętny na nasze rachuby. A jednak Aśka nie skapitulowała. Czytała. Słuchała radia, swojej ukochanej Trójki… Wracała do swoich ukochanych Skaldów. Interesowała się światem, choć świat stawał się dla niej coraz mniej dostępny. Zachowała ciekawość życia nawet wtedy, gdy życie stawiało przed nią coraz więcej ograniczeń. Nie była ideałem. Nikt nim nie jest. Miewała gorsze dni, humory, chwile zniecierpliwienia. Ale może właśnie dlatego łatwiej dziś o niej mówić z prawdą. Była człowiekiem. Nie pomnikiem. A człowiek nie jest sumą swoich sukcesów ani swoich słabości. Jest drogą, którą przeszedł. Jest odwagą, z jaką przyjął to, czego nie mógł zmienić. Taką właśnie drogę przeszła Aśka.

I żyła samotnie. Nie dlatego, że zabrakło wokół niej ludzi. Nie dlatego, że świat zamknął przed nią drzwi. Samotność była przestrzenią, którą wybrała dla siebie. Być może dlatego, że wcześnie przekonała się, jak kruche jest wszystko, co kochamy. A może dlatego, że nie umiała żyć inaczej, niż po swojemu.

Są ludzie, którzy potrzebują tłumu, gwaru i nieustannego potwierdzania własnego istnienia przez innych. Aśka należała do tych, którzy wystarczają sami sobie.

W samotności, którą wybrała, nie było kapitulacji. Była zgoda na własną drogę. Na życie takie, jakie jest: niepełne, czasem bolesne, ale jedyne, jakie mamy.

I choć przez wiele lat mieszkała sama, nie można powiedzieć, że była nieobecna w świecie. Była w książkach, które czytała. W muzyce, której słuchała. W językach, które tłumaczyła. W rozmowach, które prowadziła. W pamięci tych, którzy ją znali. Człowiek nie przestaje być częścią świata tylko dlatego, że wybiera ciszę zamiast hałasu.

Dziś, gdy żegnamy Aśkę, nie musimy rozumieć wszystkich jej decyzji. Wystarczy je uszanować. Bo należały do niej tak samo jak jej upór, jej niezależność i jej droga, którą przeszła do końca na własnych warunkach.

W imieniu rodzonej siostry Liliany i najbliższej rodziny mówię: Żegnaj, Aśka…

Są chwile, wobec których język ustępuje miejsca ciszy. Ta jest jedną z nich. Nie dlatego, że brak nam słów, lecz dlatego, że każde słowo byłoby zbyt małe wobec tego, co się kończy i tego, co w nas pozostaje. Oto kres drogi, który nie daje odpowiedzi na żadne pytanie. A jednak właśnie w tej ciszy trwa pamięć. Nie potrzebuje ona form ani gestów. Trwa uparcie, jak wszystko, co naprawdę ludzkie. Zatrzymajmy się więc na moment. Nie po to, by zrozumieć – lecz by być razem. Uczestniczyć. Właśnie teraz.