20.07.26 na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, Najbliżsi, ale też tłum przyjaciół, koleżanek i kolegów z TVP pożegnało Jerzego Koblę (74), Legendę Telewizji Polskiej. Był montażystą w TAI, ale tak naprawdę był Panem Telewizją. Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem na tę Ceremonię.
„Ktoś tutaj był i był… A potem nagle zniknął i uporczywie Go nie ma. Wisława Szymborska”
Szanowni Państwo, rozpoczynamy Ceremonię podczas której pożegnamy zmarłego Jerzego Koblę. Naszego Pana Jurka.
Witam Najbliższych Pana Jerzego… Panią Wandę, towarzyszkę życia, witam żonę Panią Izę, ukochaną córkę Kamilę, ukochane wnuki Daniela i Filipa, witam zięcia Bartka… Witam Panią Jolantę Ciurzyńską-Popowską, siostrę stryjeczną pana Jerzego, witam rodzinę z Wyszogrodu państwa Kurowskich i Ciurzyńskich. Witam przyjaciół Pana Jerzego – Pana Sławka Żyluka, to przyjaźń jeszcze ze szkoły średniej, Waldka Karwata, Andrzeja Orzełowskiego, ostatniego zmiennika Pana Jerzego… i Krzysztofa Czepika… którego już nie ma pośród nas, ale przecież jest tutaj z nami… Witam Pana Romana Chełstowskiego z Chełst, witam wszystkich Państwa, a szczególnie koleżanki i kolegów byłych i obecnych pracowników naszej firmy, Telewizji Polskiej, bo przecież żegnamy jednego z nas.
Pan Jerzy przeżył 74 lata.
Umarł 11 lipca, w szpitalu. Do 60 roku życia na nic nie chorował. Zachorował, poważnie w 2013 roku, białaczka limfatyczna. Diagnoza byłam dla niego wyzwaniem… Przyjął ją trudno, bo jak wspomina ten moment córka Kamila, dla taty słabość była upokorzeniem… nie chciał pogodzić się z losem… nie dlatego, że trzeba było podjąć walkę o swoje zdrowie i życie, ale dlatego, że nie chciał być dla nikogo, dla najbliższych ciężarem. W tej chorobie także pokazał swój bardzo silny charakter. Przyjmował chemię, pierwsza była bardzo toksyczna, zdarzały się reemisje choroby, ale silny, twardy Jerzy walczył. Walczył naprawdę. 22 lipca czekała na niego kolejna, ostatnia chemia, która miała wystarczyć do końca życia… ale wszystko potoczyło się inaczej. Nie zdążył, przyplątało się zapalenie płuc, ostatnie dwa tygodnie przeleżał w szpitalu, jeszcze 6 lipca wyszedł do domu…fizycznie znikał i tracił siły. Wrócił na SOR… pojawiła się sepsa… tracił przytomność, podłączony do respiratora… umierał. Pani Wanda i Pani Kamila były z Nim do końca. Jerzy wiedział, że odchodzi… może nawet już na to czekał? Nie chciał być słaby… ani dla siebie, ani dla Najbliższych… nie chciał, aby ktokolwiek, nawet Najbliżsi poświęcali się dla Niego. Córka, Pani Kamila do końca życia zapamięta te ostatnie rozmowy z Tatą… kiedy dziękowała mu za wszystko, co dla niej zrobił, że zawsze mogła na niego liczyć i polegać na nim… i kiedy do końca pan Jerzy podejmował decyzje dotyczące Najbliższych, chciał wszystko po sobie zostawić w należytym porządku.
Taki był… Jurek Kobla.
Ale wspominając Go nie można zacząć inaczej, jak od Telewizji. Bo Pan Jerzy był człowiekiem Telewizji, całe życie zawodowe – ponad 40 lat – Telewizji Polskiej. Myślę, że z Panem Jerzym było tak, jak z wieloma z nas… przekroczył próg Telewizji i od razu wiedział, że jest u siebie. Zaczął w listopadzie 1972 roku, zaczął skromnie od prac pomocniczych w telekinie na Placu Powstańców, w TAI… jako absolwent Technikum Łączności ze specjalizacją – telewizja, szybko się tam odnalazł… Ale też szybko się okazało, że jego prawdziwym powołaniem, pasją i całym zawodowym życiem będzie montaż telewizyjny, ta szczególna telewizyjna profesja, która wymaga artyzmu, kultury i wiedzy. Całe zawodowe życie pracował w TAI, czyli do artyzmu, kultury i wiedzy, Pan Jerzy musiał jeszcze dodać gotowość na czas… bo serwisy informacyjne nie czekają… Pan Jerzy w tej pracy był świetny, szybko stał się autorytetem, nie tylko dla młodszych kolegów. Montował nie tylko newsy… także programy telewizyjne np z Wandą Rutkiewicz, Agnieszką Holland… programy rozrywkowe np. z Magdą Umer, czy Hanną Banaszak, do której miał słabość, duże wywiady, filmy dokumentalne np o Waclavie Havlu i spektakle Teatru Telewizji… tu nie sposób wymienić choćby dziesiątej części dorobku pana Jerzego…
Z czasem stał się szefem działu montażu w TAI i w tej roli także odnalazł się świetnie. Można było go nie lubić, ale wszyscy Go szanowali. Był trudnym szefem, nie puszczał żadnej fuszerki, ale był sprawiedliwy i za swoimi podwładnymi szedłby w dym. I doceniał ludzi. Do dziś po naszej Telewizji krążą anegdoty o kolaudacjach materiałów filmowych do serwisów informacyjnych… z Panem Jurkiem to był męka dla redaktorów… Pan Jerzy widział nie tylko błędy montażowe, to się mogło zdarzyć, ale dzięki swojej ogromnej wiedzy na tematy wszelkie, zwłaszcza historyczne i geograficzne zauważał także błędy merytoryczne i do końca pilnował, aby ich nie było. Był skrupulatny i odpowiedzialny za obraz i interpretację świata pokazywaną w telewizji. Montował także newsy sportowe, Jan Ciszewski, Bogdan Tomaszewski, Tomasz Hopfer bardzo cenili jego talent. Dzięki swojej pracy poznawał ludzi i przyjaźnił się z nimi… Gustaw Holoubek, Marian Kociniak, Tadeusz Łomnicki, Jan Kobuszewski… kabarety TEY i DUDEK… Pan Jerzy był postacią w wielu środowiskach. I wkurzały go telewizyjne reklamy.
Tak, Pan Jerzy Kobla, to ikona w historii Telewizji Polskiej. I wraz z jego odejściem odchodzi pewna epoka… ludzi Telewizji, prawdziwych twórców, ludzi odpowiedzialnych, honorowych, z wyobraźnią, oddanych pracy, swojej firmie i koleżankom i kolegom z pracy… tak bardzo Pan Jerzy przeżył śmierć Waldemara Milewicza i Mounira Boumrane… tak bardzo wtedy próbował przekonać ich, aby tam nie jechali…
Ale, czy w przypadku Pana Jerzego mogło być inaczej? Przecież urodził się na Pradze – jako syn taksówkarza i tu paradoks, pan Jerzy nie miał prawa jazdy! – urodził się na Pradze, którą kochał i również dlatego był człowiekiem z zasadami… nosił w sobie ten specyficzny, praski kodeks honorowy, według którego dane słowo było święte, a opieka nad najbliższymi to obowiązek. Pan Jerzy potrafił najbliższych scalać, żeby pomimo trudnych życiowych wyborów, pomimo wszystko byli razem. I był człowiekiem wrażliwym, ale potrafił tę swoją wrażliwość chronić przed światem… I jak jeszcze dodamy do tego to specyficzne poczucie humoru – zawsze trafiał w punkt – i fakt, że potrafił odnaleźć się w każdym środowisku, czyli… po prostu był duszą towarzystwa… pojawia nam się obraz człowieka niezwykłego…
Ale jest to obraz niepełny… wymagający uzupełnienia… Na przykład o to, że Pan Jerzy lubił jeść i znakomicie gotował i nie była to prosta kuchnia… Robił świetne wędliny i kiełbasy, znał się na dziczyźnie i umiał wędzić ryby… kolekcjonował przepisy, a i tak większość z nich przechowywał w swojej pamięci. Uwielbiał westerny. Dużo czytał, Sienkiewicza, zwłaszcza „Krzyżaków” znał na pamięć, cenił Tyrmanda, a o Warszawie wiedział wszystko. Kochał muzykę… Fryderyka Chopina i operę, w pewnym sensie kolekcjonował głosy wybitnych tenorów, od Kiepury zaczynając, ale przez bliską znajomość z Markiem Sierockim miał dostęp do najnowszych płyt, z czego korzystała także jego ukochana córka Kamila…
Tak, to była wielka miłość ojca do córki. Pan Jerzy dbał o nią, kształcił, ale… potrafił szanować jej poglądy, z którymi nie zawsze się zgadzał… Był zawsze wsparciem dla swojej córki. Ta miłość rodzicielska przeszła na wnuki Daniela i Filipa, a Pan Jerzy uwielbiał być dziadkiem! I był dla wnuków autorytetem. Kochał teatr i sport, zwłaszcza kolarstwo… Pani Wanda i pani Kamila wspominają wspólne oglądanie wielkich Tourów – Tour de France, włoskiego Giro, czy hiszpańskiej Vuelty… Pan Jerzy uzupełniał komentarze zawodowych, telewizyjnych komentatorów o swoją wiedzę geograficzną i historyczną na temat miejsc i regionów, przez które przejeżdżały te wyścigi… Lubił konie na Służewcu… była taka paczka: Janek Poboży, Sławek Żyluk, Waldek Karwat, Tomek Idczak i Pan Jerzy… żadnej ważnej gonitwy nie odpuścili. I kochał Mazury…
… a mimo to prawdziwą miłością Pana Jerzego stało się Zaorze… za Wyszkowem, na Mazowszu. Spełnione marzenie… dla pani Wandy i Pana Jerzego – ich miejsce na Ziemi. Tam stoi chałupa… A psy Lux i później Blus, tam szalały. Las za płotem. Spacery. Z czasem – las na działce. W lesie grzyby. Ogromna radość i pasja. Sarny na wyciągnięcie ręki. Ptaki w karmikach i domku lęgowym. Był czas, kiedy tam było gwarno, wnuki Pana Jerzego uwielbiały tam przyjeżdżać. I sąsiad, pan Edward Szacherski, który zmarł w 2022 roku. Starszy od pana Jerzego o 11 lat, ale nadawali na tych samych falach. W dobrych latach Pani Wanda i Pan Jerzy spędzali na wsi po osiem miesięcy w roku, od kwietnia do listopada… Razem.
Proszę Państwa i można na koniec zadać pytanie… kiedy Pan Jerzy to wszystko robił, kiedy miał na to czas? Zapytałem o to Panią Wandę i Panią Kamę… i usłyszałem: Kiedy? To był tytan pracy… I zawsze był w ruchu…
Jerzy Kobla… Pan Telewizja, Osobowość, Człowiek.
I jeszcze słowo ode mnie… Panie Jerzy, niech Pan tam zakłada telewizję! Dołączymy wkrótce!
Złożeniu Urny do Kolumbarium będzie nam towarzyszyła „Modlitwa” Bułata Okudżawy, w wykonaniu Hanny Banaszak… to jest to wykonanie z programu „Hanna Banaszak i jej goście”, w reżyserii Zbigniewa Proszowskiego, który zmontował Pan Jerzy Kobla… Proszę Asystę Zakładu Pogrzebowego „Ameno” o rozpoczęcie czynności…

