Pogrzeb Pana Józefa

Janusz Kosowski – reportaż z Pożegnania

27.12.25 na Cmentarzu Komunalnym w Wyszkowie najbliżsi, rodzina, przyjaciele i znajomi pożegnali Janusza Kosowskiego (68). Była to Ceremonia Świecka zorganizowana wzorowo przez Dom Pogrzebowy Czyżak, a dla mnie pierwsza poprowadzona jako Mistrz Ceremonii Pogrzebowych.

Janusz żył wśród nas cicho, skromnie, bez wielkich słów, ale z uważnością na świat i drugiego człowieka. Janusz miał duszę artysty. Nie musiał o niej mówić, wystarczyło spojrzeć na półkę z płytami w jego małym, skromnym mieszkaniu. Muzyka była jego językiem. Pink Floyd, King Crimson, Hendrix, Procol Harum, SBB, Dżem, ale też Ewa Demarczyk, Staszek Soyka i Orkiestra Uliczna z Chmielnej… to nie były tylko dźwięki. To były pytania o sens, o wolność, o samotność i bliskość. Takie pytania zadają ci, którzy czują więcej.

Kochał sport, gdy był młody – siatkówkę, Bug Wyszków. Kibicem pozostał do końca, bo wierność była mu bliska. Ale jeszcze bliżsi byli ludzie. Janusz ich kochał i szanował. Nie klął. Nie ranił słowem. Pomagał, gdy mógł. Czasem nie odnajdywał się w świecie, który bywa obojętny i surowy, ale nigdy nie przestał być człowiekiem dobrym. Najbardziej kochał swojego syna Jonasza. Ta miłość była cicha, ale mocna. Była obecnością, a nie deklaracją. I być może właśnie w niej Janusz odnalazł to, czego świat nie zawsze chciał mu dać.

Ostatnie miesiące spędził w szpitalu. Ciężko chorował. Tym, którzy go odwiedzali, mówił: „będzie dobrze”. Może nie była to obietnica, ale gest, próba oswojenia lęku, własnego i cudzych. Choroba nie dała mu szansy. Ale odebrała tylko ciało. Nie odebrała tego, kim był.

Nie wiemy, dokąd prowadzi ta droga. Wiemy tylko, że wszyscy nią idziemy. Jesteśmy siostrami i braćmi w drodze przez życie ku niepoznanemu. Janusz szedł nią przed nami, na swój sposób, z muzyką, z literaturą, z wrażliwością.

Dziś żegnamy Go bez złudzeń i bez kłamstw. Ale też bez rozpaczy. Bo jeśli coś nadaje sens tej chwili, to pamięć o człowieku, który był dobry. A to, w świecie pozbawionym odpowiedzi jest wystarczającym powodem, by się zatrzymać i powiedzieć: dziękujemy.

Januszu, byłeś z nami. I to ma znaczenie.