Dziś (10.08.26) na Starych Powązkach Kacper Kowalewski (20 lat w TVP) w gronie Najbliższych pożegnał Tatę, Jacka Kowalewskiego (89). To było piękne Pożegnanie, w rytmach Milesa Davisa, Oscara Petersona, Louisa Armstronga… To był pogrzeb katolicki, ja, jako Mówca Pogrzebowy przygotowałem i wygłosiłem Mowę pożegnalną.
Są chwile, wobec których język ustępuje miejsca ciszy. Ta jest jedną z nich. Nie dlatego, że brakuje słów, lecz dlatego, że każde słowo byłoby zbyt małe wobec tego, co się kończy, i tego, co w nas pozostaje.
Oto kres drogi, który nie daje odpowiedzi na żadne pytanie. A jednak właśnie w tej ciszy trwa pamięć. Nie potrzebuje form ani gestów. Trwa uparcie, jak wszystko, co naprawdę ludzkie.
Zatrzymaliśmy się więc na moment. Nie po to, by zrozumieć, lecz po to, by być. I pożegnać pana Jacka Kowalewskiego.
Pan Jacek przeżył 89 lat. Ostatnie trzy lata życia były już dla niego trudniejsze z powodu problemów z poruszaniem się, ale niemal do końca mieszkał u siebie, w swoim mieszkaniu. Do końca był świadomy, jego umysł pracował bez zarzutu. Chorował na poważne choroby wieku dojrzałego, ale nie poddawał się i nigdy nie skarżył się na swój stan zdrowia, ani na swój los. Miał stałą opiekę i naprawdę dawał sobie radę.
Odszedł w szpitalu, w którym spędził ostatnie dni życia, po nieszczęśliwym upadku. Jeszcze dzień przed śmiercią wydawało się, że odżył i wszystko będzie dobrze. „Stan jest stabilny” – przekazała pani doktor jego synowi, Kacprowi.
89 lat…
A to znaczy, że urodził się jeszcze w II Rzeczypospolitej i przeszedł przez niemal całą historię współczesnej Polski. Jako dziecko zapamiętał okupację, przeżył lata komunizmu, którego szczerze nie znosił i doczekał wolnej, niepodległej Polski. Był z tego dumny.
I od razu stał się – bo tego pragnął – częścią tej najnowszej historii Polski. Chciał ją tworzyć i ją tworzył. Podczas wyborów w 1989 roku, w już prawie wolnej Polsce, zasiadał w komisji wyborczej z ramienia „Solidarności”. Głęboko wierzył w wolną, niepodległą Polskę i cieszył się, że mógł dołożyć swoją cegiełkę do zmian, które odmieniły losy naszego kraju.
Był patriotą w najlepszym znaczeniu tego słowa. Kochał historię, a z historii Polski był dumny.
I całe życie mieszkał na Powiślu.
Chłopak z Powiśla… Z tym specyficznym sposobem mówienia i noszenia się. Z poczuciem humoru – też specyficznym.
Mama pana Jacka, Marta Ziomek-Kowalewska, była malarką i uczyła malarstwa na warszawskiej ASP. Jego dziadek, Teodor Ziomek, był znanym i cenionym malarzem, pejzażystą, dwudziestolecia międzywojennego. To była artystyczna rodzina.
Pan Jacek kochał Warszawę, ale równie mocno kochał Sopot – miejsca, z którymi wiązał najpiękniejsze wspomnienia swojego życia.
Kochał Warszawę, a znał ją jak mało kto i wszystkim najbliższym opowiadał jej historię. Rocznicę Powstania Warszawskiego, Godzinę „W”, obchodził co roku, jeszcze zanim stała się tym, czym jest dzisiaj – ważnym narodowym symbolem pamięci.
Jego syn Kacper jest mu dziś wdzięczny za to, że zaszczepił w nim miłość do naszego miasta i szacunek do jego historii – historii Miasta Niezwyciężonego.
Jest mu wdzięczny również za to, że próbował uczyć go prawdziwego życia – jak sam twierdził. Także podczas wspólnych wakacji, często spędzanych w Borach Tucholskich.
Pan Jacek był człowiekiem bardzo wykształconym. Ukończył Politechnikę Warszawską oraz Uniwersytet Warszawski. Znał języki, nawet częściowo tak egzotyczne jak suahili.
Uwielbiał konie i tenis. Zawsze twierdził, że fajni ludzie jeżdżą konno i grają w tenisa.
To właśnie dzięki jego pasjom syn Kacper gra w tenisa – i to nieźle – a ukochana wnuczka Maja jeździ konno.
Są pasje, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. I te są najcenniejsze, bo tworzą rodzinną pamięć.
Kochał też brydża. Był znakomitym, rankingowym zawodnikiem. Wygrywał turnieje i przez wiele lat należał do czołówki polskich graczy w kategorii masters. Brydż dawał mu radość, mobilizował umysł i pozwalał do końca pozostać aktywnym.
Jako brydżysta wyróżniał się znakomitą rozgrywką, solidną obroną oraz nieco zachowawczą, ale jednak skuteczną licytacją. Przynosiło mu to sukcesy, w tym triumfy w klasyfikacji rocznej w latach 2018 i 2019.
Ale turnieje brydżowe były dla pana Jacka czymś więcej niż zawodami. Były także okazją do spotkań, rozmów i bycia z ludźmi. A z tych rozmów słynął. Był charyzmatycznym gawędziarzem. Jego barwne opowieści o wybitnych pisarzach, filmowcach i muzykach, których poznał w młodości, potrafiły oczarować każdego słuchacza.
Tak, pan Jacek przez całe swoje życie był człowiekiem ciekawym świata i ludzi.
I zawsze był niezależny w myśleniu.
I zawsze miał zasady i był im wierny. Tym podstawowym – jak prawdomówność. Zawsze mówił, że kłamstwo jest jak złodziejstwo. Cenił lojalność i sam był lojalny. Kochał Polskę. I przede wszystkim – zawsze był sobą.
Żył po swojemu.
I po swojemu odszedł.
Kacprze, pozwól teraz słowo ode mnie…
Dziś zostałeś sierotą naprawdę.
Pięć lat temu pożegnałeś Mamę, Jagodę. Dziś żegnasz Tatę, Jacka. I rozumiem pustkę, którą czujesz w sobie, bo ta pustka pojawia się niezależnie od wieku, w którym żegnamy rodzica. I nie da się jej niczym wypełnić.
Ale wiem, że masz nadzieję, że Twój Tata znów spaceruje po swojej ukochanej Warszawie, patrzy na morze w Sopocie i z uśmiechem obserwuje, jak jego ukochane wnuki, Maja i Felix – niosą dalej to, co w życiu było dla niego najważniejsze.
Szanowni Państwo,
żegnamy dziś Jacka Kowalewskiego – warszawiaka z krwi i kości. Człowieka, który miał swoje miejsca w ukochanym mieście, swoje pasje, swoje zasady i swoje zdanie. Człowieka, który nie potrzebował, żeby ktoś mówił mu, jak ma żyć.
I właśnie taki powinien zostać w naszej pamięci… z charakterem, z poczuciem humoru, z własnym sposobem patrzenia na świat. Z Warszawą, którą nosił w sobie, z Sopotem, z kartami brydżowymi w ręku i z kolejną historią, którą właśnie zaczyna opowiadać.
Ale teraz pozostaje cisza.
I to nie jest cisza końca. To cisza, w której każdy z nas może zachować swojego Jacka Kowalewskiego – takiego, jakiego znał, jakiego kochał i jakiego będzie mu brakowało. Bo to właśnie jest pamięć.
Pan Jacek miał życzenie, aby spocząć obok swojej mamy…i… żeby podczas Pożegnania grał jego ukochany jazz…
Proszę Asystę Domu Pogrzebowego Służew o rozpoczęcie czynności…

