Pogrzeb Hanny Stanisławskiej w Legionowie

Hanna Stanisławska. Mowa Pożegnalna.

Na Cmentarzu Parafialnym w Legionowie Rodzina, Najbliżsi, Przyjaciele i Znajomi pożegnali Hannę Stanisławską, Żonę, Matkę, Babcię i sportsmenkę, przed laty wyczynowo uprawiającą lekką atletykę, na poziomie mistrzowskim. Skakała w dal… niżej Mowa Pożegnalna, która przygotowałem i przedstawiłem podczas pogrzebu.

Szanowni Państwo, dziś pożegnamy Hannę Stanisławską, ukochaną żonę, matkę, babcię i sportsmenkę… bo sport towarzyszył jej przez całe życie… kształtował ją, wyznaczał cele i wartości… dlatego… zacznę tę ceremonię od wiersza Kazimierza Wierzyńskiego z tomu „Laur Olimpijski”, za który na igrzyskach olimpijskich w Amsterdamie, w 1928 , zdobył złoty medal.

Panie na start!

Woła nas trąba grająca
i ostry woła nas dzwonek,
Biegniemy, siostry dziewicze
spartanek i amazonek.

Ręce do góry podniósłszy,
wysmukłość przydając biodrom,
Skokiem jelenia biegniemy
przez zachwycony hipodrom.

Nagość ciał naszych jest korą
jędrnego, ścisłego drzewa,
W piersiach się naszych jak w dzbanach
krew mleka przyszłego przelewa.

Nogi, nadzieję miłości,
tajemnicę kochania,
Bez–wstyd nasz triumfujący
Przed oczy wszystkich odsłania.

Bierzcie nas, silni efebi,
w mocy swej nieutrudzonej,
Do ramion waszych biegniemy,
dziewice wasze i żony.

Do mety swej – urodzaju,
by powić wam nową ziemię,
Spartanki i amazonki
zwycięskie, radosne plemię.

Ten wiersz jest o także Niej, kochającej życie i sport dziewczynie… o Hani Stanisławskiej, która była radosnym, pełnym niespożytej energii człowiekiem,  kolorową łąką… Nie ma słów, które potrafią usprawiedliwić odejście człowieka, którego kochamy. Świat zawsze wydaje się bardziej niesprawiedliwy, kiedy odchodzi ktoś, kto niósł w sobie tyle światła.

Hanna żyła tak, jak żyją ludzie naprawdę wolni – z energią, która nie pyta o powód, lecz po prostu działa.
Biegła przez życie tak, jak kiedyś przez rozbieg do skoku w dal: z odwagą, z wiarą w ruch do przodu, z radością ciała i serca.

A do sportu, do lekkiej atletyki miała talent i to na poziomie mistrzowskim. Od swoich początków w Olimpii Grudziądz, jednym z najsilniejszych klubów lekkoatletycznych w Polsce w latach 70-tych, kiedy jej pierwsi trenerzy dostrzegli jej potencjał… Hania jako piętnastoletnia dziewczyna wygrała spartakiadę młodzieży w skoku w dal, niebotycznym, jak na tak młodą zawodniczkę wynikiem 5,74… a potem były wyniki i medale w karierze seniorskiej, z brązowym na Mistrzostwach Polski, w Zabrzu, w hali, w skoku w dal w 1978 roku. I ten rok byłby niewątpliwie jednym z ważniejszych w jej życiu, gdyby nie to, co wydarzyło się rok wcześniej, na sportowym obozie w Spale…

To była miłość od pierwszego wejrzenia – młodej, pięknej dziewczyny, zawodniczki i młodego trenera AZS AWF Warszawa, też lekkoatlety Krzysztofa Stanisławskiego – miłość, jak wspomina Pan Krzysztof, która ewoluowała całe życie, a najpiękniejsza była na końcu… Życie młodych przyspieszyło i już rok później zostali małżeństwem… i jak zawsze mówi Pan Krzysztof – „byliśmy nierozłączni i wszystko robiliśmy razem, Hania była wspaniałą żoną, moim najlepszym przyjacielem i opiekunką”… Dwa lata po ślubie na świat przyszła córka Dorota, a rok po niej syn Marcin… Pani Hanna z zaangażowaniem – a wyczynowy sport ją tego nauczył – poświęciła się wychowaniu dzieci, kończąc karierę sportową… Ale nie do końca, bo pani Hanna nie umiała rozstać się ze sportem. Jako absolwentka warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego spełniała się jako nauczycielka W-Fu w warszawskich szkołach podstawowych 246 i 119… pełniła także funkcję vice-dyrektorki d/s sportu w sportowej szkole 23 związanej z RKS Skra Warszawa, była także panią dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Sportu nr 7 w Warszawie, a później jeszcze, aż do przejścia na emeryturę w 2017 roku wróciła do szkoły… 152 i znów była panią od w-fu… Dzieciaki ją uwielbiały! Nie tylko za zajęcia w szkole, ale także za obozy sportowe, które Hanna i Krzysztof razem organizowali – latem nad Niegocinem w Wilkasach obozy żeglarsko-tenisowe… zimą w górach narciarsko-snowboardowe… To było możliwe dzięki nieugiętej woli działania i nadludzkiej pracowitości pani Hanny – jak wspomina córka Dorota, mama po całym dniu pracy na trzech etatach, po powrocie do domu chwytała za słuchawkę i dzwoniła, organizując następny obóz… rok w rok od 1990 do 2006… te obozy zostały w sercach uczestników, wtedy dzieci, dziś dorosłych… i wszyscy pamiętają te kanapki z czosnkiem, musztardą i dżemem robione przez Panią Hanię…  i pamiętają Panią Hanię, która była dla nich jak matka…

Na emeryturze życie toczyło się dalej, ale były sprawy ważne i ważniejsze… 

Miłość do wnuków – Leny, Aster i Maksa… o których mówiła i myślała bez przerwy, a każda spędzona z nimi chwila była świętem…

Była też działka w Sieciechowie, na Ziemi Kozienickiej, było polskie morze, narty i śnieg w górach… i podróże, które zaczęły się wtedy, gdy wielu ludzi już przestaje marzyć. Grecja, Turcja i wymarzony Paryż… zaplanowany na wiosnę tego roku… Pan Krzysztof wszystko zorganizował, a Pani Hanna tak bardzo chciała zobaczyć wiosną Paryż…  Los jednak bywa milczący i nie daje odpowiedzi.         

W takich chwilach pozostaje tylko jedno: pamiętać, że wartość życia nie mierzy się jego długością. Mierzy się światłem, które po sobie zostawia.

A Hanna zostawiła go bardzo wiele.
W rodzinie.
W uczniach.
W ludziach, którzy pamiętają obozy, śmiech i kanapki robione w pośpiechu przez Panią Hanię.

Dlatego dziś nie żegnamy tylko osoby, która odeszła.
Przypominamy sobie życie, które było pełne – i przez to pozostaje z nami.

I może właśnie to jest najprostsza odpowiedź na milczenie losu:
ż
e byliśmy razem.
ż
e kochaliśmy.
ż
e żyliśmy.

A to nie znika. I nie zniknie.

Żegnamy Hannę…

( ktoś coś mówi…)

Ale teraz oddajmy głos Hannie…

Żegnam Cię Krzysiu, mój mężu, mój najlepszy przyjacielu,

żegnam Cię Dorotko, moja Córeczko, razem z Bartoszem, moim zięciem, i najdroższymi wnukami – Leną, Aster i Maksiem,

żegnam Cię Marcinie, Mój synku,

żegnam moją siostrę Bogusię i brata Bogdana,

Moją siostrzenicę Joannę z synem Marcinem,

Mojego bratanka Macieja z córką Natalią,

mojego siostrzeńca Darka z żoną Anią,

żegnam teściów mojej córki Zosię i Andrzeja,

żegnam całą rodzinę ze strony mojego męża Krzysia,

żegnam koleżanki i kolegów z pracy,

znajomych i sąsiadów z Sieciechowa,

żegnam zawodniczki i zawodników AZSu Politechniki Warszawskiej,

i wszystkich pozostałych uczestników tego pogrzebu…

ŻEGNAJCIE! Wyruszam na spotkanie z moją siostrą Ireną…

(Sinatra)

A na koniec… oklaski!