Dziś (19.05.26) Na Cmentarzu Bródnowskim Najbliżsi i spora grupa Znajomych pożegnali Pana Andrzeja Muszyńskiego (86), wieloletniego pracownika Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem i przedstawiłem podczas Ceremonii.
Pan Andrzej Muszyński przeżył 86 lat. Umarł w swoje urodziny, 11 maja, rano, w domu. 86 lat… Można powiedzieć – dużo. Ale kiedy człowiek odchodzi, liczby nagle przestają mieć znaczenie. Zostaje cisza po kimś, kto jeszcze chwilę temu był – chodził po schodach, wracał z zakupami, pytał, co dziś na obiad, poprawiał poduszkę, otwierał okno. Śmierć zawsze wydaje się nie na miejscu. Nawet wtedy, gdy przychodzi powoli i daje się rozpoznać. Nawet wtedy, gdy człowiek, jak pan Jędrek, zdawał się już z nią rozmawiać po cichu – nie w słowach, ale w milczeniu. Dwa ostatnie tygodnie życia pan Jędrek, bo tak go wszyscy w rodzinie nazywali, gasł. Opadał z sił. Jeszcze dwa tygodnie przed śmiercią, chodzili razem z żoną Izą na zakupy… wnosili je na czwarte piętro do swojego mieszkania na Grochowskiej. Ale pan Jędrek słabł i był tego świadomy, bo jak mówi jego córka Magda – „głowa, jak żyleta”, do końca… Słabł, ale nie chciał o tym mówić… w tym ostatnim czasie unikał lekarzy, świadomie? Nie chciał iść do szpitala, mówił – „może w przyszłym tygodniu”?… Coraz mniej jadł… Słabł.
A może… żegnał się z życiem? Pani Magda i Pan Paweł zauważali zainteresowanie Taty końcem życia już podczas ostatnich Świąt Wielkanocnych… pan Jędrek mówił o muzyce, jaką by chciał na pogrzebie… „Aria na strunie g” Bacha… ale może to było tylko takie „gadanie do śmiechu”?..
Ale kim był?
Pan Jędrek prawie całe swoje zawodowe życie przepracował w jednym miejscu – w Oddziale Warszawskim Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, na Nowym Świecie i był dobym duchem tego ważnego w polskiej debacie publicznej Towarzystwa. Pracował w administracji i zajmował się wszystkim. Był gwarantem załatwianych spraw, które zawsze dowoził do końca. Wszyscy go tam bardzo cenili i zwyczajnie lubili. Można było polegać na nim, jak na Zawiszy…
Swoją przyszłą żonę Basię, to znaczy – Izę poznał przez jej siostrę Urszulę, z którą przez chwilę, na początku pracował w Polskich Zakładach Optycznych, na Grochowskiej… To była miłość od pierwszego wejrzenia… Panna Iza miała wtedy 16 lat, ale od pierwszego spotkania wiedziała, że będzie jego żoną. I tak się stało! To małżeństwo trwało 56 lat… Pan Jędrek miał klasę, umiał się zachować i był duszą towarzystwa… trudno dziwić się jego przyszłej żonie, pani Izie, że go wybrała… A do tego jeszcze miał wyrafinowane poczucie humoru, na poziomie. Zawsze umiał odpowiedzieć celną ripostą…
A później, kiedy państwu Muszyńskim urodziła się córka Magda, Muszka, jak ją nazywał, był troskliwym ojcem… i lubił to wyzwanie. Uwielbiał długie spacery z Muszką, najpierw w wózku, potem już nie, lubił pomagać córce w odrabianiu zadań szkolnych, zwłaszcza z polskiego… zresztą miał dobre, lekkie pióro. Na przykład pisał, jeszcze kiedy pracował w PTE, nekrologi, a ich styl jest pamiętany tam do dziś… Pisał też krótkie wiersze, limeryki… do swoich najbliższych…
na przykład do córki, swojej Muszki…
Kochana Madziu, za dużo i ciężko pracujesz
przez co swoje zdrowie rujnujesz
Idź więc natychmiast do lekarza
on da Ci leki i od razu lepiej się poczujesz
i w zdrowiu do emerytury popracujesz
Pan Jędrek lubił grę w brydża i był w tym dobry. Miał grupę kolegów, z którymi przy brydżu spędzał czas… coraz rzadziej, bo koledzy odchodzili, a dziś już ich nie ma… i namiętnie oglądał sport w telewizji. Kochał kolarstwo, biegi narciarskie, skoki… Jan Królak, zwycięzca Wyścigu Pokoju w 1956, chyba najważniejszego w historii, a potem Justyna Kowalczyk i Adam Małysz byli bohaterami jego sportowych fascynacji…
Do wszelkich robót domowych miał dwie lewe ręce, ale umiał i lubił gotować, a niedzielne śniadania podawane do łóżek żony i córki, to w domu Państwa Muszyńskich był rytuał.
Pan Jędrek lubił też… być dziadkiem. Do Franka, wnuka też pisał limeryki, na przykład…
Kochany Franku, podobno masz problemy z polskiego
dam Ci radę jak wybrnąć z tego
odłóż smartfon i weź się za książki
wiedza z nich nauczy Cię wiele pożytecznego
i może nawet pokochasz tego… polskiego
A on kochał Pragę, w końcu na Pradze się urodził i całe życie na Grochowskiej mieszkał… skończył liceum Wyspiańskiego na Międzyborskiej, tu miał kolegów… kochał też Warszawę, dużo o niej wiedział i opowiadał z pasją.
Pan Jędrek to była stara szkoła, zawsze wiedział, jak się zachować i zawsze wiedział, co jest ważne, co trzeba zrobić i nigdy tego nie kalkulował… to była stara szkoła, honorowa, wobec najbliższych, kolegów, czy znajomych…
Tak, był człowiekiem obowiązku. To słowo dziś brzmi może niemodnie, a przecież właśnie ono buduje świat. Nie wielkie deklaracje, nie spektakularne gesty – lecz codzienna niezawodność. To, że ktoś jest. Że można na nim polegać. Że sprawy doprowadza do końca. Że nie zawodzi. Takim człowiekiem był pan Jędrek. Nie zostawił po sobie pomników. Zostawił coś trudniejszego do zbudowania i cenniejszego: zaufanie.
W pracy był potrzebny.
W domu – kochany.
W przyjaźni – wierny.
Ale razem z Panem Jędrkiem żegnamy pewną epokę, pewien świat… żegnamy pewne pokolenie.
Historycy mówią o nim – pokolenie powojenne, albo pokolenie odbudowy… Pokolenie, które budowało, pracowało i trwało.
To był świat ludzi… właśnie – wiernych – pracy, małżeństwu, przyjaźni.
Świat, w którym jedno miejsce pracy mogło być całym zawodowym życiem. W którym jedno małżeństwo mogło trwać 56 lat. W którym przyjaciele byli naprawdę „na całe życie”.
I to nie był świat łatwy. To był świat budowany na ruinach.
Pokolenie pana Jędrka nie miało luksusu narzekania.
Musiało odbudowywać.
Domy. Drogi. Krajobrazy.
A przede wszystkim — sens.
Ale teraz, na koniec oddajmy głos Panu Jędrkowi…
Żegnam Cię Izo, moja kochana żono i dziękuję za wiele wspaniałych lat, za obecność i wsparcie w dobrych i złych momentach naszego życia, za ciepły dom, za to że, do samego końca przy mnie byłaś;
Żegnam Cię moja ukochana córko Madziu, moja Muszko, byłaś radością i dumą mojego życia, dziękuję za to, że mogłem być Twoim Tatą;
Żegnam Cię Franku, mój ukochany wnuku dziękuję Ci, za wspólne chwile, rozmowy i odwiedziny;
Żegnam Cię drogi Pawle i dziękuję Ci za to, że opiekujesz się moją córką Madzią i moim wnukiem Frankiem, że jesteś dla nich wsparciem…
Żegnam Was wszystkich, którzy tu przyszliście pożegnać się ze mną…
Żegnajcie!..
—————————————————————
Urna z prochami złożona będzie do grobu rodzinnego w którym spoczywają rodzice pana Jędrka – Jadwiga i Mieczysław, a także dziadkowie ze strony mamy – Ignacy i Adamina… Spocznie wśród swoich…
Są chwile, wobec których język ustępuje miejsca ciszy. Ta jest jedną z nich. Nie dlatego, że brak nam słów, lecz dlatego, że każde słowo byłoby zbyt małe wobec tego, co się kończy i tego, co w nas pozostaje. Oto kres drogi, który nie daje odpowiedzi na żadne pytanie. A jednak właśnie w tej ciszy trwa pamięć. Nie potrzebuje ona form ani gestów. Trwa uparcie, jak wszystko, co naprawdę ludzkie. Zatrzymajmy się więc na moment. Nie po to, by zrozumieć — lecz by być. I zapamiętać Jędrka Muszyńskiego. Na zawsze.
(i… Aria na strunie G J.S. Bacha…)

