Pogrzeb Grażyny Przybylskiej

Grażyna Przybylska. Mowa Pożegnalna

05.10.26 Najbliżsi, Przyjaciele, Znajomi pożegnali Panią Grażynę Przybylską (71), Energiczną Kobietę, Dobrego Człowieka… To była piękna Ceremonia, na Cmentarzu Komunalnym Północnym w Warszawie, przygotowana przez Dom Pogrzebowy „Służew”. Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem i wygłosiłem podczas tej Ceremonii…

Witam Państwa na Ceremonii podczas której pożegnamy Panią Grażynę Przybylską.

Witam męża Pani Grażyny, Pana Tadeusza, do którego Pani Grażyna zawsze mówiła Tadzio. Witam Siostrę – Panią Mirosławę, Mirusię. Witam dzieci Pani Grażyny, Panią Paulinę i Pana Piotra z  współmałżonkami, a także Perełki – Maję i Lenę, ukochane wnuczki… Witam siostrę cioteczną, Panią Małgorzatę. Witam  bliższą i dalszą rodzinę, przyjaciół znajomych i wszystkich Państwa, uczestników tej Ceremonii.

71 lat? W dzisiejszych czasach to nie jest wiek na odchodzenie.To wiek, w którym życie jest  poukładane. Człowiek zna swój rytm, swoje miejsca, swoje przyzwyczajenia. Ma wokół siebie ludzi, których kocha i ludzi, którzy kochają jego. Ma doświadczenie, które przychodzi z czasem. Ma jeszcze plany. Rzeczy niedokończone. Rzeczy, które można odłożyć na jutro, bo przecież jutro będzie.

71 lat to żona, matka, siostra, teściowa. To babcia. To zwyczajne, dobre życie — z jego codziennością, małymi radościami, troskami, obowiązkami. Życie, które nie musi już niczego nikomu udowadniać. Po prostu jest. Ma swój rytm i swój porządek.

Dlaczego tutaj kończy się coś, co wydawało się mieć przed sobą  jeszcze tyle dni?

Nie znamy odpowiedzi. I być może najbardziej przejmujące jest właśnie to, że nie istnieje odpowiedź, która mogłaby nas dzisiaj uspokoić. Żadna, która wyjaśniłaby tę śmierć tak, żebyśmy mogli powiedzieć: teraz już rozumiemy. Nie rozumiemy. Człowiek przez całe życie układa sobie świat. Nadaje rzeczom sens, przyzwyczaja się do ich kolejności. Rano przychodzi po nocy, lato po wiośnie, jutro po dzisiaj.

A potem przychodzi śmierć. I pokazuje nam, że ten porządek nie jest nam obiecany. To jedna z największych tajemnic życia.  Tak — życia. Bo śmierć nie jest przecież osobną historią. Jest częścią tej samej historii, której teraz próbujemy nadać sens. I może właśnie dlatego tak trudno nam się z nią pogodzić. Bo 71 lat to wciąż za mało, żeby powiedzieć: wystarczy.

Osiem lat temu Pani Grażyna Przybylska przeszła operację nowotworową. Ale stan Jej zdrowia ustabilizował się i w następnych latach można było zapomnieć o chorobie. Aż do teraz. Ostatni tydzień Jej życia był krytyczny.

Najbliżsi, którzy byli przy Niej mąż Tadeusz, dzieci – Paulina i Piotr, siostra Mirosława wspominają, że żegnała się z Nimi przed śmiercią. Nie skarżyła się na swój los, zresztą taki miała charakter przez całe życie. „Jest ok, jest ok” – powtarzała do końca.

Odeszła 26 września w sobotę… rano…

Proszę Państwa, z moich rozmów z Najbliższymi Pani Grażyny wyłania się obraz energicznej kobiety, pozytywnego człowieka. Kogoś, o kim można było powiedzieć: „Jest OK!”. Pani Grażyna była już na emeryturze, ale całe swoje zawodowe życie przepracowała w sieci domów towarowych „Smyk”, pnąc się po kolejnych szczeblach kariery. Zaczynała jako sprzedawczyni, a zakończyła jako audytor już międzynarodowej sieci „Smyk”. W praktyce sprawdzała, czy sklepy działają zgodnie ze standardami firmy. Znała się na tym jak mało kto. Jej doświadczenie, zbierane przez lata, było na wagę złota. I nawet po przejściu na emeryturę nie przestała się tym zajmować. Kolejni właściciele, także już po prywatyzacji sieci, cenili Jej pracę, celne uwagi i zaangażowanie.

A wraz z rozwojem „Smyka” — najpierw ogólnopolskim, a potem międzynarodowym — tej pracy było coraz więcej. Ale Pani Grażyna to lubiła. Odnajdywała się w działaniu. Być może dlatego, że przez całe życie była bardzo energiczną osobą. A z czasem odkryła w sobie także naturę podróżnika. Umiejętnie łączyła więc sprawy zawodowe z podróżniczą ciekawością Polski i innych krajów, w których otwierano kolejne „Smyki”. Rosja, Ukraina, Bułgaria, Rumunia, Turcja… Tak, ta praca była Jej pasją. Pani Grażyna często i długo o niej opowiadała — bliższym i dalszym znajomym. A było o czym. Na przykład o podróży koleją transsyberyjską na Syberię, gdzie także pojawiły się sklepy sieci „Smyk”. Miała lęk wysokości, a nie przeszkadzało Jej to jednak w lataniu samolotami… Zresztą te służbowe podróże były ważnym uzupełnieniem stylu życia Pani Grażyny i Pana Tadeusza. Państwo Przybylscy po prostu lubili podróżować. I podróżowali dużo.

Pani Grażyna miała też cechę, która w Jej pracy bardzo się przydawała i która dobrze Ją charakteryzuje: miała naturalną zdolność nawiązywania kontaktu. Dosłownie z każdym i w każdych warunkach.

Proszę Państwa, to wielka umiejętność. I do tego była lubiana. W zasadzie od pierwszego kontaktu. A to z kolei wielki kapitał. Dziś często używamy określenia „inteligencja emocjonalna”. Mówiąc najprościej, chodzi między innymi o umiejętność komunikowania się z innymi, budowania relacji, rozwiązywania konfliktów, rozumienia ludzi. Pani Grażyna mogłaby być Profesorem w tej dziedzinie, tak bardzo pożądanej we współczesnym świecie. Bo taka była z natury. Była tolerancyjna i otwarta na ludzi, na ich sposoby życia i ich wybory. Wiedziała, że szacunek to jedyna droga do drugiego człowieka.

Pani Grażyna — jak opowiada o Mamie Pani Paulina — nie była osobą, która „siadłaby na kanapie i chwilę posiedziała”. Cały czas w ruchu. Cały czas coś robiła. Nawet kiedy  prace, które zlecane były Jej już na emeryturze, wymagały znajomości skomplikowanego programu komputerowego. Pani Grażyna opanowała go w stopniu zaawansowanym. Nie bała się nowych wyzwań. Wręcz przeciwnie — czekała na nie.

Zapytałem Pana Tadeusza, jaką Pani Grażyna była żoną. W zasadzie odpowiedział mi jednym słowem: kochaną. Pani Grażyna i Pan Tadeusz poznali się na osiemnastych urodzinach Pana Tadeusza. I wszystko wskazuje na to, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Tak, proszę Państwa, to jest możliwe. To małżeństwo trwało pięćdziesiąt lat. Pani Grażyna lubiła być żoną, gospodynią, panią domu. Z sercem zajmowała się domem i domownikami. Świetnie gotowała. Lubiła porządek. Była pedantyczna. Chyba miała to po swojej Mamie. I bardzo kochała kwiaty. Niezapominajki, magnolie, rododendrony… W domu Państwa Przybylskich zawsze stały świeże kwiaty. Zresztą Pani Grażyna ukończyła kurs bukieciarstwa, a nawet we wczesnej młodości przez pewien czas pracowała w kwiaciarni. Miała do tego dryg. Kwiaty układała z gustem. Były też psy. W domu Państwa Przybylskich zawsze były psy.

I było jeszcze drugie królestwo — działka pod Serockiem. Kiedy tylko robiło się cieplej, każdą wolną chwilę Państwo Przybylscy spędzali właśnie tam. Pani Grażyna uwielbiała to miejsce. Tam także czuła się u siebie.

A jaką była Mamą? Pani Paulina i Pan Piotr mówią: opiekuńczą, kochaną, ale też wymagającą. Może czasami nawet za bardzo. Pani Grażyna nie narzucała dzieciom swoich wyobrażeń o tym, jak powinno wyglądać ich życie. Chociaż często powtarzała, że Jej największym życzeniem jest, aby Jej dzieci były szczęśliwe. Natomiast bardzo interesowała się ich towarzystwem i dbała o ich  kindersztubę. Dziś to już prawie nieużywane słowo. A przecież tak trafiające w samo sedno wychowania. I zawsze trzymała stronę swoich dzieci. Kiedy coś szło nie tak, powtarzała: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. I dodawała: „Nie jest tak źle”. Koleżanki i koledzy Pana Piotra i Pani Pauliny zazdrościli im takiej Mamy. I takiego Taty. A przede wszystkim — zwyczajnie ich lubili.Pani Grażyna doskonale nawiązywała z nimi kontakt. Dom Państwa Przybylskich zawsze był pełen młodych ludzi, rówieśników ich dzieci. I zawsze na młodych czekał obiad. Taka była Pani Grażyna.

Ale było coś, co Pani Grażyna uwielbiała szczególnie. Bycie Babcią. Kochała swoje Perełki — Maję i Lenę. One, opowiadając o Babci, używają jednego słowa: wspierająca.

Proszę Państwa, czy dla bardzo młodego człowieka może być coś lepszego niż wspierająca Babcia? „Nie martw się, jutro będzie lepiej!” — mówiła do wnuczek, kiedy coś działo się nie tak. Maja i Lena kochały być razem z Babcią. I nie chodziło tylko o Jej świetną kuchnię. Babcia była nie obok nich, ale z nimi. Uczyła je różnych rzeczy. Czasami mogłoby się wydawać, że nie takich ważnych. Na przykład etykiety przy codziennym stole. Jak powinny leżeć talerze i sztućce, żeby wszystko było na swoim miejscu? Mało ważne? A może właśnie coś bardzo ważnego? Bo przecież chodziło nie tylko o talerz i widelec. Chodziło o przekonanie, że ważny jest dobry gust. Że ważna jest elegancja. A Pani Grażyna była elegancką kobietą. Że ważna jest dbałość o szczegóły. I w ogóle — pewien porządek w życiu.Te zasady Pani Grażyna wyniosła ze swojego domu rodzinnego. Uczyła Ją ich Jej Babcia Anna. I Pani Grażyna bardzo chciała przekazać je następnemu pokoleniu.

Dbała także o relacje ze swoimi siostrami — rodzoną, Mirosławą, Mirusią, i cioteczną — Małgorzatą. To nie były relacje od święta. Wręcz przeciwnie.

Były pełne wzajemnej troski, siostrzanej miłości i zwyczajnej, ludzkiej przyjaźni. Siostry rozmawiały ze sobą codziennie.

Szanowni Państwo, żegnamy dziś Panią Grażynę Przybylską. Żegnamy żonę. Mamę. Babcię. Siostrę. Przyjaciółkę. Kobietę, która przez całe życie była w ruchu. Która lubiła ludzi, pracę, podróże, kwiaty, swój dom, swoją działkę. Kobietę, która potrafiła być wymagająca, ale przede wszystkim potrafiła być blisko.

I może właśnie to jest dziś najważniejsze.

Żegnamy dobrego człowieka.

Zapraszam Panią Paulinę i Maję….

Dziękuję, proszę Państwa, tworzeniu konduktu będzie man towarzyszyła muzyka. Pieśń, którą Pani Grażyna lubiła, a która powstała, kiedy Pani Grażyna nie miała jeszcze nawet 10 lat… Napisał ją Paul Simon, a zespół Simon & Garfunkel po raz pierwszy zaśpiewał ją w 1964 roku…

„Sound of Silence”

Paul Simon napisał…

Jest taka cisza, którą znamy wszyscy.

Cisza po słowach.
Cisza po rozmowie.
Cisza, która pojawia się wtedy, kiedy nagle nie ma już komu odpowiedzieć.

I to nie jest pieśń o umieraniu, ale tak mocno pasuje do chwili pożegnania.

Bo kiedy umiera ktoś bliski, świat na chwilę cichnie.
Nawet jeśli wokół nas są ludzie, rozmowy, samochody, telefony, codzienne sprawy — w nas pojawia się cisza, której nie da się zagłuszyć. To jest cisza po czyimś głosie. Po czyimś śmiechu.
Po słowach, które słyszeliśmy może setki, a może tysiące razy i których znaczenia często nie zauważaliśmy. Dopiero kiedy człowieka zabraknie, zaczynamy rozumieć, jak wiele było w tych zwyczajnych słowach. Jak wiele znaczyło samo: „Dzień dobry”.
„Jak się czujesz?”
„Zadzwoń, jak dojedziesz”.
„Uważaj na siebie”. I wtedy odkrywamy rzecz niezwykłą: że najważniejsze słowa naszego życia bardzo często nie brzmią wyjątkowo. Stają się wyjątkowe dopiero wtedy, kiedy nie możemy już ich usłyszeć. Może więc „dźwięk ciszy” to właśnie to, co zostaje po człowieku. Nie pustka. Pamięć.

Głosy, które wciąż słyszymy w sobie.
Obrazy, które wracają niespodziewanie.
Gesty. Spojrzenia. Przyzwyczajenia.
Małe rzeczy, których wcześniej nawet nie zauważaliśmy.

Człowiek odchodzi, ale nie od razu znika z naszego świata.

Jeszcze długo jest obecny w ciszy. Ale — paradoksalnie — w tej ciszy możemy usłyszeć najwięcej.

Minuta ciszy…

Proszę Asystę Domu Pogrzebowego „Służew” o rozpoczęcie czynności…

(przy grobie)

Proszę Państwa, wspominając Panią Grażynę Najbliżsi mówili o Jej miłości do kwiatów.  Chciałbym jeszcze raz wrócić do tego wątku… bo wiem, jestem pewien, że na tym grobie świeżych kwiatów nigdy nie zabraknie… I szukałem wiersza na koniec tej Ceremonii, o kwiatach, oczywiście… i znalazłem ich mnóstwo, ale żaden mi nie pasował… ale szukając tych wierszy trafiłem na taki drobiazg… nie o kwiatach, ale brzmi jakby to mogło być przesłanie Pani Grażyny…  do nas… posłuchajcie Państwo…

„Jak to będzie” Marta Fox

Jak to będzie, kiedy mnie już nie będzie,
kto spuści rolety, kto komu pomacha,
kto rano spojrzy na obrazy,
kto wypije kawę i połknie tabletkę,
kto zrobi jajecznicę, wyjdzie na balkon.
Jak to będzie, kiedy mnie nie będzie,
kto podleje kwiaty i nakręci zegar,
przeczyta na głos książkę,
opróżni szuflady pachnące lawendą.
Kto to wszystko ogarnie, odkorkuje,
przewietrzy, rozwiesi,
co pokruszone scali,
kto ocali?