Mistrz Ceremonii na pogrzebie Alicji Tunickiej

Alicja Tunicka. Mowa Pożegnalna

18.09.26 na Cmentarzu Komunalnym Północnym na Wólce Węglowej w Warszawie, Najbliżsi, Przyjaciółki, Znajomi pożegnali Panią Alicję Tunicką (79). Ceremonię przygotował Dom Pogrzebowy Służew, a ja miałem zaszczyt ją poprowadzić. Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem i wygłosiłem podczas Ceremonii.

Szanowni Państwo,

dziś pożegnamy Panią Alicję Tunicką.

Witam Państwa, Uczestników Ceremonii. Witam Najbliższych –

córkę, Panią Magdę, z mężem, Panem Michałem, i dziećmi – Kubą

i Marysią, wnukami Pani Alicji… Witam Pana Krzysztofa, brata Pani

Alicji, z Rodziną… Witam Pana Jaremę z żoną Marzeną i ich córkami: Moniką i Olą. Witam Panią Ewę, najbliższą przyjaciółkę Pani Alicji… Witam koleżanki Pani Alicji ze Szkoły Podstawowej nr 318 na Ursynowie, a zwłaszcza panią Marię i Jolę…

Witam wszystkich Państwa.

Pani Alicja… przeżyła 79 lat. Chorowała, a zwłaszcza w ostatnim

roku choroba odbierała Jej coraz więcej sił. Choroba płuc – POChP

– która z czasem coraz bardziej odbierała Jej oddech.

POChP to schorzenie ciche i podstępne. Sprawia, że tak zwyczajna czynność, jak zaczerpnięcie powietrza, staje się wysiłkiem.

Z każdym dniem świat może wtedy stawać się trochę mniejszy, a każdy spokojny oddech – czymś niezwykle cennym. Choroba, która

ma destrukcyjny wpływ na cały organizm. Problemy z układem krążenia, problemy ortopedyczne…

Ale Pani Alicja, pomimo całego tego trudu, żyła tak, jakby nie dopuszczała do siebie myśli, że jest poważnie chora. Nie chciała

też swoją chorobą zajmować świata wokół siebie.

Szczególnie trudny był ostatni miesiąc, a zwłaszcza ostatni tydzień. Wcześniej Pani Alicja była samodzielna i świetnie dawała sobie radę sama. Kiedy jednak Jej stan zdrowia znacznie się pogorszył, potrzebowała już opieki i pomocy Najbliższych.

Nie chciała iść do szpitala. Pragnęła zostać u siebie, w swoim mieszkaniu na Ursynowie. Najbliżsi: córka, Pani Magda, zięć, Pan Michał, oraz wnuki starali się być z Nią w tym najtrudniejszym okresie praktycznie cały czas.

Odeszła 12 września… spokojnie… zasnęła…

Pani Alicja była drzewem, które trudno było przesadzić… W nowym domu córki Magdy i zięcia Michała czekał specjalnie dla Niej przygotowany pokój. Ale nie zdążyła w nim zamieszkać. Chyba nawet pewnie nie do końca chciała…

Bo kochała swój Stary Ursynów i mieszkanie przy Końskim Jarze, w którym spędziła prawie całe swoje dorosłe życie.

Ale człowiek nie jest przecież tylko swoją chorobą. Za jej cieniem wciąż pozostawała Ona – Pani Alicja. Ze swoim życiem, wspomnieniami, bliskością i wszystkim tym, co ofiarowała innym. Choroba mogła odebrać Jej wiele sił, mogła sprawić, że oddech stawał się coraz trudniejszy. Nie odebrała jednak tego, co najważniejsze – śladu, jaki pozostawiła w sercach ludzi, których kochała i którzy Ją kochali. Którzy Ją szanowali i zwyczajnie lubili.

Pani Alicja była… pedagogiem.

Tego zawodu – nauczania początkowego – uczyła się na Uniwersytecie Warszawskim. Potem, z poczuciem misji i powołania,

pracowała w placówkach oświatowych w Warszawie. Najdłużej w Szkole Podstawowej nr 318 przy ulicy Leonida Teligi, na Ursynowie, oczywiście. Była pierwszą dyrektorką tej szkoły, która powstała w 1983 roku, tak naprawdę współtworzyła ją. Oddała temu dziełu serce, a podczas 40-lecia tej placówki Pani Alicja – jako jedna z honorowych gości – była witana z ogromnym sentymentem i radością. Ślad tego można znaleźć w archiwum szkoły.

Lubiła swoją pracę. Można powiedzieć – urodzony belfer. A to rzadki dar. Uczyła dzieci, zwłaszcza te najmłodsze…

Pani Alicja była żoną… Pana Włodzimierza. Przeżyli razem pół wieku. Kiedy Pan Włodzimierz… jej ”Włodek”, odszedł, osiem lat temu, nic dla Pani Alicji nie było już takie samo.

Byli nierozłączni. Pan Włodzimierz był głową rodziny, opiekunem, ale też motorem, który napędzał Państwa Tunickich do działania.

Zawsze aktywnego, ale dobrze przemyślanego i pragmatycznego.

Bo taki właśnie był Pan Włodzimierz – z zawodu policjant.

Pedagog i policjant. Połączenie, wydawać by się mogło, trudne…

Nic bardziej mylnego. Na przykład – w młodości Państwo Tuniccy prowadzili bogate życie towarzyskie. Mieli mnóstwo znajomych, były prywatki, domówki… I uwielbiali tańczyć rock and rolla! Podróżowali razem. A kiedy byli już na emeryturach, ich kalendarz życiowy nadal był szczelnie wypełniony wydarzeniami, w których trzeba było wziąć udział, i sprawami, które trzeba było załatwić. Nudy nigdy nie było. Oprócz swojego Ursynowa Pani Alicja i Pan Włodzimierz mieli jeszcze jedno miejsce na Ziemi – swój drugi dom, na Mazurach,  niedaleko Spychowa, nad Krutynią. Spędzali tam całe miesiące. Co roku, od marca do października. Inne życie. Inny rytm. Natura i święty spokój. Dobrzy sąsiedzi i… Najbliżsi, którzy także uwielbiali tam przebywać.

Dla Pani Magdy, córki Pani Alicji i Pana Włodzimierza, to najpiękniejsze wakacyjne – i nie tylko wakacyjne – wspomnienia. To był taki mały raj na Ziemi Państwa Tunickich. I zawsze u Państwa Tunickich były psy. Odchodziły i pojawiały się nowe. Suczki. Wszystkie nosiły to samo imię – Pina. Od rzeki, dziś na Białorusi, nad którą urodził się Pan Włodzimierz.

Pani Alicja była Mamą… Ale swoje pedagogiczne powołanie zostawiała w pracy. Mamą była bardziej wybaczającą, ciepłą i bardzo opiekuńczą. Bardzo kochała swoją córkę i zawsze stawiała Ją na pierwszym miejscu. Do końca Pani Alicja i Pani Magda były dla siebie najbliższymi przyjaciółkami. Do końca były dla siebie wzajemnie oparciem. Była Mamą, która nie próbowała układać życia swojej córce.

Pani Alicja była siostrą swojego młodszego brata Krzysztofa… różnili się  wiekiem, ale połączeni bliskością, która przez lata tylko nabierała znaczenia.

Pani Alicja była Babcią… I uwielbiała to! Dla Kuby była Babcią bardzo zaangażowaną, bo jeszcze była w pełni sił. Dla Marysi także

– na tyle, na ile pozwalało Jej zdrowie. Kuba i Marysia byli całym światem Babci Alicji. Kochała swoje wnuki i z wzajemnością. I dla

wnuka, i dla wnuczki nie była pedagogiem. Była Babcią. Po prostu. Ale była też Babcią dla Pani Oli i Moniki i bardzo ceniła sobie tę

relację…

A do tego wszystkiego Pani Alicja miała poczucie humoru i była zawsze na bieżąco. Interesowała się życiem społecznym i politycznym. Oglądała kanały informacyjne w telewizji i dużo czytała. Pani Alicja i Pan Włodzimierz byli stałymi bywalcami jednej z ursynowskich – nie mogło być inaczej – bibliotek. Regularnie pożyczali książki i… czytali. Ale nie tylko czytali. Bo Pan Włodzimierz pisał książki. Pod dużym wpływem Pani Alicji, która razem z córką także je redagowała, a potem własnym sumptem wydawała – w niewielkiej liczbie egzemplarzy, … dla rodziny,… dla znajomych.

Trzy tak napisane i wydane pozycje dotyczą dziejów rodziny Państwa Tunickich. „Jak to było z tymi Tunickimi?”… Proszę Państwa – na wagę złota dla przyszłych pokoleń!

Żegnamy Panią Alicję…

I kiedy próbujemy dziś powiedzieć, kim była, nie sposób zamknąć Jej życia w kilku zdaniach. Bo człowiek nie mieści się w życiorysie. Nie mieści się w datach, miejscach pracy, stanowiskach, nawet w najważniejszych rolach, jakie w życiu pełnił.

Człowiek zostaje w innych ludziach. Zostaje także w tych wszystkich miejscach, które były Jego, Jej. Pani Alicji…

(muzyka)

Szanowni Państwo, zanim utworzymy kondukt, oddajmy hołd

Zmarłej w ciszy…

Proszę Państwa, ruszamy…

(muzyka)

————————————————————

(przy Grobie)

Proszę Państwa… Pani Magda pokazała mi znaleziony list, który Pani Alicja napisała w 2018 roku… jest bardzo osobisty, nie będę go cytował,

ale tylko przeczytam sam początek…”Najukochańsza Córeczko!

Wszystko kończy się śmiercią. Proszę – nie płacz…” i skojarzyło mi

się to z wierszem Mary Elizabeth Frye, sprzed 100 lat…

Nie stój tak i nie płacz przed moim grobem.

Nie ma mnie tam, nie śpię tam…

Jestem wiatrem wiejącym w drzewa.

Jestem blaskiem diamentu na śniegu.

Jestem słońcem na dojrzałym zbożu.

Jestem delikatnym jesiennym deszczem…

kiedy budzisz się w ciszy poranka.

Jestem lotem tych cichych ptaków

które kręcą się po niebie…

Więc nie stój tam i nie opłakuj mojego grobu.

Dlaczego miałabym po prostu zniknąć z twojego życia

Ponieważ jestem poza zasięgiem twojego wzroku?

Po prostu przeszłam na drugą stronę.

Jestem mną, a ty jesteś sobą.

Aby porozmawiać o mnie, użyj imienia

którym zwracałaś się do mnie.

Mów o mnie tak, jak zawsze.

Nie zmieniaj tonu, nie wyglądaj poważnie i smutno.

Śmiej się jak poprzednio z żartów, które razem tak bardzo lubimy.

Baw się, uśmiechaj, myśl o mnie, żyj dla mnie i ze mną.

Niech moje imię będzie krzepiącą piosenką, którą zawsze było.

Wypowiedz to z prostotą i naturalnością.

Bez śladu żalu.

Życie oznacza wszystko, co kiedykolwiek oznaczało.

Wszystko jest nadal takie samo, nić nie jest zerwana.

Czym jest śmierć, jeśli nie przejściem?

Odnawia i pozwala płynąć wszystkim energiom życia,

Zawsze myśl i rozmawiaj o mnie wokół siebie, a zobaczysz,

Wszystko będzie dobrze.

Wiesz, że cię słyszę, nie jestem daleko

Oto jestem, po drugiej stronie.

Urna zostanie złożona do Grobu Rodzinnego, w którym już spoczywają Mąż Pani Alicji, Włodzimierz oraz Rodzice Pani Alicji…