Pogrzeb Elżbiety Onuszkiewicz

Elżbieta Onuszkiewicz. Mowa Pożegnalna

14.09.26 na Cmentarzu św. Rocha w Częstochowie Najbliżsi, córka Danuta, wnuki Olga i Maksymilian, Rodzina, Przyjaciółki i Znajomi pożegnali Panią Elżbietę Onuszkiewicz (74), kobietę z silnym charakterem, będącą wulkanem energii i zawsze szukającą słonecznej strony życia. To była kameralna, wzruszająca Ceremonia, a niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem i wygłosiłem podczas tego Pożegnania…

Witam Państwa, Uczestników Ceremonii podczas której pożegnamy Panią Elżbietę Onuszkiewicz. Witam Najbliższych Panią Danutę, córkę, witam wnuczkę Olgę i wnuka Maksymiliana, witam Rodzinę, Przyjaciół i Znajomych…

Pani Elżbieta przeżyła 74 lata… 74? Dziś o takim wieku nie mówi się, że to czas na Pożegnanie, wręcz przeciwnie to czas na spokojne, pogodne, poukładane życie spełnionej emerytki, wśród Najbliższych, dobrych znajomych, to czas na radość z codzienności, swobody i przeżywania każdego dnia…

Ale los, który jest tajemnicą zadecydował inaczej. W kwietniu tego roku, zaraz po Świętach Wielkanocnych Pani Elżbieta usłyszała diagnozę – rak piersi. To był szok dla Niej i Najbliższych, pani Ela przez całe życie cieszyła się dobrym zdrowiem i nie miała z tym większych kłopotów.  Przeszła dwa udary, ale nie pozostawiły one w Niej żadnych śladów. Kiedy usłyszała diagnozę, było Jej ciężko… również dlatego, że pół roku wcześniej, w październiku 2025 zmarła Jej młodsza siostra Teresa… co Pani Elżbieta bardzo przeżyła. Ale podjęła walkę, bo Pani Elżbieta z natury była waleczna i przez całe życie nie poddawała się w trudnych momentach, czy dłuższych, niesprzyjających  okresach życia. A ten ostatni okres, od kwietnia zmienił Jej życie od podstaw… Kolejne chemie, pobyty w szpitalu, coraz krótsze w domu… Po ostatniej, czwartej porcji chemii, 13 lipca stan Jej zdrowia pogorszył się, tak, jakby organizm odmawiał współpracy. Pojawiły się problemy ortopedyczne, Pani Elżbiecie przetoczono krew, a to już był wyraźny znak, że sytuacja jest poważna… Słabła… jeszcze dwa tygodnie spędziła w domu, ale ostatnie półtora tygodnia już leżała, dosłownie, w szpitalu i… odchodziła. Jej organizm wyciszał się, kontakt z Nią był coraz trudniejszy, wręcz już niemożliwy… Umierała. Odeszła w ciszy i w spokoju.

Pani Danuta z córką Olgą mieszkają za granicą, a od początku choroby do samego końca Babcią opiekował się wnuk – Maksymilian, który mieszka w Częstochowie. Podjął się zadania, chyba najtrudniejszego w swoim młodym życiu, zamieszkał z Babcią i zajmował się wszystkim… Cały przebieg opieki i leczenia, – wzywanie lekarzy, badania,  recepty – było na jego głowie i pod jego kontrolą. Do tego sprawy codzienne – zakupy, posiłki, prowadzenie domu Babci… Wnuczek… 23 lata… dał radę i to jak! Dźwignął tę trudną sytuację, jak dojrzały mężczyzna…

Max… Twoja Mama… za to, że podjąłeś się tego zadania, z całego serca chce Ci podziękować i… napisała kilka słów do Ciebie…

Posłuchaj, posłuchajmy wszyscy:

„Dziękuję Ci, Synu za Twoje wielkie serce, nieprzespane noce, heroiczną opiekę nad Babcią w jej chorobie, podarowałeś jej to co najcenniejsze swoją obecność, czas i cierpliwość. Wiem dobrze, jak ogromnie trudny był to czas również dla Ciebie. Widzieć i czuć chorobę i odchodzenie Babci to ciężar, który potrafi przytłoczyć każdego, a Ty mimo swojego młodego wieku przyjąłeś go na barki z niesamowitą dojrzałością. Schowałeś głęboko swój lęk, ból i zmęczenie dla dobra babci. Twoja postawa przerosła moje najśmielsze oczekiwania – okazałeś się dojrzałym, mądrym i niezwykle empatycznym mężczyzną. Jestem najdumniejszą mamą na świecie mając takiego syna. Kocham Cię bardzo Mama”. 

Max… pokazałeś charakter, jesteś człowiekiem, jesteś mężczyzną. I wiem, że robiłeś dla Babci wszystko, choć nie wszystko mogłeś zrobić… I potrafię sobie wyobrazić, jak czułeś się, kiedy dotarła do Ciebie informacja o śmierci Babci… a może nie potrafię?

Pani Elżbieta Onuszkiewicz odeszła w niedzielę, szóstego września…

Proszę Państwa, ale jaka była Pani Ela?.. Jaką Ją zapamiętamy?.. Długo na ten temat rozmawiałem z Jej córką, Panią Danutą… Pani Ela  była Częstochowianką i to miasto traktowała, jako swoje miejsce na Ziemi. Całe swoje zawodowe życie Pani Ela karmiła ludzi… Była technikiem i technologiem żywienia zbiorowego, w tym kierunku się wykształciła i pracowała w miejscach, w których funkcjonowały stołówki, w żłobkach, domach dziecka, szpitalach, w Domach Pomocy Społecznej… zawsze była blisko ludzi i to takich, którzy potrzebują pomocy, a na Panią Elę zawsze można było liczyć… i to nie tylko w stołówce. I tu moja dygresja – dziś powiedzielibyśmy – była dietetyczką… tylko Pani Ela nie zajmowała się promocją zdrowego stylu odżywiania, tylko… żywiła ludzi naprawdę. I była w tym dobra. Lubiła swoją pracę. I w pracy zawsze była lubiana, była otwarta na ludzi i towarzyska. Była też urodzoną organizatorką różnych, większych i mniejszych imprez dla swoich podopiecznych… panowała nad wszystkim. To wszystko było możliwe, ponieważ Pani Ela to wulkan energii i to takiej, którą zarażała innych.

Można by powiedzieć – urodzona liderka. Dla niej nie było rzeczy niemożliwych, zresztą dotyczyło to nie tylko Jej pracy zawodowej, życia rodzinnego także. Swoją córkę, Danusię kochała nad życie, choć, jak podkreśla pani Danuta – pani Ela potrafiła być mamą surową i wymagającą i bywały momenty, kiedy mama chciała układać życie swojej córce. Pani Ela miała silny charakter, była wyrazista i zdecydowana, to same zalety, choć czasem utrudniające życie, ale taka była… I nie lubiła sprzeciwu. Za to była konkretna i zawsze gotowa do działania. Miała osobowość. Silną osobowość.

Jak podkreśla pani Danuta w rodzinie Państwa Onuszkiewiczów od dawna przeplatają się dwa znaki zodiaku – Byk i Lew… dwa silne zwierzęta, gotowe do starcia… ale o wielkich sercach. Pani Ela uczyła swoją córkę silnego stąpania po ziemi, podejmowania decyzji, odpowiedzialności i szukania zawsze, zawsze dobrej odpowiedzi i rozwiązania w każdej sytuacji… Ale i nie robienia niczego na siłę, tak, aby kogoś skrzywdzić, czy urazić… Pani Ela zawsze broniła swoich racji i przemyśleń, ale zawsze podstawą była rozmowa. A jak czegoś nie wiesz, to zapytaj tych, którzy wiedzą więcej od ciebie – mówiła. Szanowała ludzi, bez względu na to, czy kogoś lubiła, czy nie i dlatego ludzie, których spotykała na swojej drodze szanowali Ją.

Uczyła tego swoją córkę… i swoje wnuki, z których była bardzo dumna… z Maksymiliana i Olgi, którą zawsze podziwiała za to, jak dobrze sobie radzi w szkole za granicą… Max i Olga – najukochańsze wnuki Pani Eli… Był taki czas, kiedy opiekowała się nimi i dla niej i dla wnuków był to czas dobry. Świetnie gotowała i na babcię zawsze można było liczyć, kiedy na przykład Max, czy Olga o 22.00 przypominali sobie, że na następny dzień do szkoły potrzebują kolorowy papier, albo garść kasztanów. Wtedy babcia stawała na wysokości zadania, ale przecież lubiła takie sytuacje.

Pani Ela miała swoją pasję… Lubiła szyć i robiła to z talentem. Pani Ela miała w domu maszynę do szycia, szyła córce, ale także znajomym koleżankom.  Nie było takiej rzeczy, której by nie uszyła. Szyła nawet suknie ślubne, o kreacjach na studniówki nie wspominając. Często robiła to na zmianę ze swoją mamą. Miała gust i zdolności… Pani Bożena i Pani Ewa, jej koleżanki  mogłyby to potwierdzić, ale nie tylko one… Do tego jeszcze pani Ela lubiła podróże po Polsce, rodzinne, ale także czysto turystyczne. Miała Polskę zjeżdżoną wzdłuż i wszerz… kochała polskie morze, bałtyckie plaże… regularnie odwiedzała Jarmark  Dominikański, choć zawsze w sercu nosiła  rodzinną Częstochowę, miasto w którym miała swój świat…

I taką Ją zapamiętamy…

Panią Elę, która miała w sobie ogromną energię i potrzebę działania. Która nie czekała, aż ktoś coś zrobi, tylko sama brała sprawy w swoje ręce.

Zapamiętamy Ją jako kobietę z charakterem. Silną, konkretną, zdecydowaną. Czasem upartą, czasem wymagającą, czasem taką, która bardzo chciała postawić na swoim. Ale za tym wszystkim było coś najważniejszego – ogromne przywiązanie do ludzi, których kochała, i poczucie odpowiedzialności za Nich. Pani Ela nie była człowiekiem obojętnym. Jeżeli kochała – to naprawdę. Jeżeli się o kogoś troszczyła – to całym sercem.

Zapamiętamy Ją jako Mamę, która chciała dla swojej córki jak najlepiej.

Zapamiętamy Ją jako Babcię. Tę, która była blisko, kiedy była potrzebna. Tę, która była dumna z Maksa i Olgi – z ich dorastania, sukcesów i samodzielności.

A może właśnie najpełniej zapamiętamy Panią Elę nie przez pojedyncze wydarzenia, nie przez daty, miejsca pracy, czy kolejne etapy Jej życia, tylko przez Jej obecność.

Pani Ela miała swoje zasady. Miała temperament. Miała serce.

Była kobietą, która żyła naprawdę.

I może właśnie to jest dzisiaj najważniejsze.

Bo człowiek odchodzi, ale nie odchodzi wszystko, czym był.

Zostają słowa, których nas nauczył. Zostają gesty, które pamiętamy. Zostają smaki Jej kuchni, obrazy wspólnych podróży, uszyte przez Nią kreacje, rodzinne historie, śmiech, czasem nawet jakieś powiedzenie, które jeszcze długo będzie wracało w rozmowach.

Zostają ludzie, których kochała. I zostaje pamięć.

A w tej pamięci – Ona, taka, jaką była. I taka, jaką chcemy Ją pamiętać.

Ale to jeszcze nie wszystko, kuzyn Pani Eli, wujek Tadeusz napisał o Niej parę słów, między innymi napisał tak:

„Mogę powiedzieć, że miałaś w sobie wrodzony charyzmat osoby, która jako zasadę życiową przyjęła pomoc innym, gdy znajdują się w sytuacjach wymagających ludzkiego wsparcia. Dlatego zapewne wybierałaś  pracę w różnych placówkach pomocy społecznej, nawet, gdy przeszłaś na emeryturę. Byłaś, po prostu dobrym człowiekiem, wrażliwym na potrzeby innych, którzy pomocy takiej wymagali. Żyłaś w zgodzie z sąsiadami. (…) Kiedy dotknęła Cię ostatnia choroba i podjęłaś się trudnego i wyczerpującego leczenia, przypuszczaliśmy, że wyjdziesz z niej obronną ręką. Niestety los okazał się dla Ciebie okrutny, schorowany organizm nie wytrzymał tego. Twoje odejście pogrążyło Rodzinę i bliskich w nieutulonym żalu i niedowierzaniu, w to, co się stało”…

Szanowni Państwo, żegnamy Panią Elżbietę Onuszkiewicz.

Cześć Jej Pamięci!