03.06.26 na Cmentarzu Św Rocha w Częstochowie, Najbliżsi i Znajomi, nie tylko z Częstochowy, ale z całej Polski pożegnali Jolantę Urbańską (67), charyzmatyczną, częstochowską aktywistkę, waleczną Panią Jolę, która całym swoim, tragicznie zakończonym życiem udowadniała, jak ważne jest w życiu trwanie przy swoich przekonaniach i wartościach. I jak ważna jest cywilna odwaga. To było piękne pożegnanie. Miałem zaszczyt prowadzić tę Ceremonię, a niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem i wygłosiłem podczas pogrzebu.
Mam zaszczyt powitać Państwa, uczestników Ceremonii podczas której pożegnamy Jolantę Urbańską.
Są chwile, wobec których słowa wydają się niewystarczające. Śmierć człowieka, którego znaliśmy, kochaliśmy i którego obecność była częścią naszego codziennego świata, należy do takich chwil. Nie jesteśmy dziś tutaj po to, by pokonać smutek ani nadać ostateczny sens temu, co się wydarzyło. Jesteśmy tutaj, ponieważ życie pani Jolanty Urbańskiej spotkało się z naszym życiem, pozostawiając w nim ślad, którego czas nie zdoła zatrzeć.
Każde ludzkie życie jest niepowtarzalne. Nie dlatego, że jest wolne od błędów czy cierpienia, lecz dlatego, że nikt inny nie patrzył na świat dokładnie tak jak ten człowiek.
Po tragicznym odejściu pani Joli Urbańskiej przeczytałem setki wpisów na rozmaitych portalach i profilach internetowych, różnych wpisów… przytoczę jeden, bardzo charakterystyczny… a brzmi tak…
„Ciężko nawet pisać te słowa, bo nie dociera do nas ten fakt… fakt, że odeszła nasza JOLA. To wciąż nierealne, że już nigdy nie pociągnie nas za sobą swoją charyzmą, swoim zacięciem, determinacją w sprawach tak ważnych dla nas wszystkich. Była prawdziwa, mówiła szczerze co myślała, ale umiała się też przyznać do błędów, przeprosić. Potrafiła walczyć do końca o to w co wierzyła, stać do końca w obronie tych, którzy nie potrafili sami o siebie walczyć. Potrafiła pociągnąć za sobą młodych i starych – bo znała wartość człowieka i każdy był dla Niej ważny. Potrafiła stanąć oko w oko ze złem – dosłownie i symbolicznie. Nie bała się ostracyzmu ludzkiego choć dotykał ją niejednokrotnie i choć bolało Ją to mocno. Ale wiedziała o co walczy i nie cofała się ani o krok. Była prawdziwą liderką, dlatego czujemy jakby wczoraj ktoś odebrał nam cząstkę nas.Już nigdy nic nie będzie takie samo, ale w nas JOLA będzie żyć każdego dnia. A wartości, które niosła będą dalej dla nas ważne. Jolu wielką pustkę nam uczyniłaś… Nie mówimy żegnaj przyjaciółko, tylko do zobaczenia”…
Pani Jolanta Urbańska należała do tych ludzi, którzy nie godzą się na obojętność. Rozumiała, że człowiek nie wybiera czasu, w którym żyje, ale zawsze wybiera sposób, w jaki odpowiada na rzeczywistość. Dlatego nie pozostawała widzem. Była prawniczką – ukończyła prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim – i nauczycielką akademicką, związaną z Wydziałem Zarządzania Politechniki Częstochowskiej, ale przede wszystkim była obywatelką swojego miasta. W 2018 r. została radną miasta, a później pełniła funkcję wiceprzewodniczącej Rady Miasta Częstochowy. Z czasem odeszła z dużej polityki i działała w lokalnym ugrupowaniu „Wspólnie dla Częstochowy” oraz stowarzyszeniu Demokratyczna RP, któremu przewodniczyła. Częstochowa nie była dla niej punktem na mapie, ani miejscem zamieszkania. Była wspólnotą ludzi, za których czuła się odpowiedzialna. Służyła jej swoją wiedzą, energią i odwagą zabierania głosu wtedy, gdy milczenie wydawało się łatwiejsze. Wierzyła, że godność człowieka nie zależy od jego pochodzenia, poglądów, sprawności czy życiowej sytuacji. Dlatego stawała po stronie tych, których głos bywał słabszy od innych. Broniła praw kobiet, sprzeciwiała się rasizmowi i ksenofobii, upominała się o prawa człowieka, o szacunek dla osób z niepełnosprawnościami i o wrażliwość wobec zwierząt. Nie dlatego, że było to wygodne, lecz dlatego, że uważała to za słuszne. Tak, była osobą wyrazistą. Nie ukrywała swoich przekonań i nie szukała łatwej zgody za cenę własnej uczciwości. Wiedziała, że życie publiczne wymaga nie tylko kompetencji, ale także odwagi pozostawania wiernym sobie.
Ale to wciąż nie byłaby cała opowieść o pani Jolancie.
Człowieka nie da się przecież opisać przez funkcje, które pełnił, ani przez sprawy, którym służył. O człowieku najwięcej mówią ci, którzy znali jego śmiech, jego niepokój, jego codzienne troski i radości. Pani Jolanta była mamą Kacpra i babcią Eli oraz Stasia. I choć angażowała się w życie publiczne, nie traktowała tych rodzinnych ról jako dodatku do swojej aktywności. Przeciwnie — wydaje się, że właśnie tam znajdowała to, co najważniejsze.
Jej syn Kacper określa ją jednym słowem: waleczna. Była waleczna nie tylko wtedy, gdy zabierała głos w sprawach publicznych. Była waleczna również jako matka i babcia — w codziennej trosce, w odpowiedzialności za tych, których kochała, w gotowości do stawania po ich stronie. Ale nie była człowiekiem, który chciał innych kształtować na własne podobieństwo. Rozumiała, że miłość nie polega na narzucaniu swojej woli. Rozmawiała. Słuchała. Szukała razem z innymi odpowiedzi na trudne pytania. W ostatnich latach szczególnie często rozmawiała z synem o emocjach, o wychowaniu dzieci, o przyszłości. Miała własne zdanie, wiele pomysłów i niemal zawsze jakąś propozycję rozwiązania problemu. Ale potrafiła również powiedzieć: „myliłam się”. A jest to jedna z najrzadszych form odwagi. Ceniła ludzi idących własną drogą. Nie ufała gotowym schematom i nie przywiązywała wielkiej wagi do cudzych ocen. Wiedziała, że człowiek powinien żyć w zgodzie ze swoim sumieniem, nawet jeśli nie prowadzi go ono tam, gdzie oczekują inni. Może dlatego syn pan Kacper mówi dziś o sobie: „nonkonformizm mam po niej”. Być może właśnie w tym tkwiła jej szczególna siła. Potrafiła łączyć wiele światów, które innym wydają się nie do pogodzenia. Była obecna w życiu publicznym, a jednocześnie obecna dla swoich najbliższych. Angażowała się w sprawy społeczne, nie zapominając o sprawach domowych. Nie dlatego, że była niezwykła w jakimś niedostępnym sensie tego słowa. Raczej dlatego, że bardzo serio traktowała odpowiedzialność — za swoje słowa, za swoje wybory i za ludzi, których los postawił na jej drodze. A odpowiedzialność, przeżywana z taką wiernością, jest jedną z najpiękniejszych form miłości.
Dziś, gdy jej już z nami nie ma, pozostają nie tyle pełnione funkcje czy zapisane karty biografii, ile ślady jej obecności w życiu innych ludzi. A tych pani Jolanta Urbańska pozostawiła wiele. Cześć jej pamięci!
Tej ceremonii będzie towarzyszyć muzyka Eminema. Dla niektórych może to być wybór zaskakujący. Być może nie takiej muzyki spodziewamy się usłyszeć podczas pożegnania. Ale pani Jolanta nie należała do ludzi, którzy żyli według cudzych oczekiwań.
Słuchała Eminema namiętnie, bo odnajdywała w jego twórczości coś sobie bliskiego. Nie chodziło tylko o rytm czy słowa. Chodziło o szczerość. O bunt przeciwko zakłamaniu. O odwagę mówienia własnym głosem nawet wtedy, gdy ten głos nie podoba się wszystkim.

