W sobotę na Cmentarzu Parafialnym w Wolbromie Najbliżsi pożegnali Małgorzatę, Magę Rogalski (72), Kolorowego Ptaka, hippiskę z sercem na dłoni. Na koniec Ceremonii zagraliśmy dla niej pieśń Boba Dylana Knockin’ On Heaven’s Door, głośno. Ale nie można było inaczej. Niżej Mowa Pożegnalna, którą przygotowałem i przedstawiłem podczas Ceremonii.
Szanowni państwo przygotowując tę Ceremonię dużo rozmawiałem z dziećmi Magi, Małgosi… Arkiem, Dominiką i przeczytałem wzruszający, krótki list od Dagmary… I te słowa ułożyły się same… Tak, jakby mówiły je dzieci, ale wszyscy, jestem tego pewien, przyjmiemy je do naszych serc…
Zebraliśmy się dziś nie tylko po to, by pożegnać Mamę — Małgorzatę, Magę — ale by spróbować nazwać to, co po sobie zostawiła. A to nie jest cisza. To coś więcej. To ślad, którego nie da się zatrzeć.
Została nam odebrana zbyt wcześnie. I nie ma w tym żadnego sensu — bo życie rzadko daje się uporządkować w logiczną całość. Często jest jak nagłe urwanie zdania. I właśnie w tym pęknięciu próbujemy dziś odnaleźć znaczenie.
Nasza Mama niosła świat na swoich barkach, jakby był lekki — choć wiemy, że nie był. Nigdy nie mówiła o ciężarze. Nigdy nie stawiała siebie w centrum. Była tam, gdzie ktoś jej potrzebował. Cicho, bez rozgłosu. Zwyczajnie — a przez to niezwykle.
Miała w sobie dobroć, która nie potrzebowała uzasadnienia. Pomagała, bo tak wybierała. Bo nie potrafiła inaczej. Ludzie pojawiali się w jej życiu czasem przypadkiem, ale zostawali na zawsze. Tworzyła więzi, które nie znały końca — nawet teraz.
Była radosna. Śmiała się — czasem wbrew okolicznościom, jakby chciała przypomnieć, że nawet w świecie pełnym absurdu można znaleźć chwilę światła. I to właśnie ten śmiech zostaje z nami najmocniej. Nie jako echo przeszłości, ale jako coś żywego.
Kochała drobne rzeczy — zakupy, kolory, modę, która nie zawsze była „rozsądna”, ale zawsze była jej. Była jak kolorowy ptak w świecie, który często wybiera szarość. I może dlatego widziała więcej. Czuła więcej? Żyła bardziej?
Kochała teatr — może dlatego, że rozumiała, iż życie samo w sobie jest sceną, na której nie mamy prób generalnych. Wchodzi się i gra — najlepiej, jak się potrafi.
Była naszą Mamą, Żoną, Babcią. Była obecnością, która nie potrzebowała słów, żeby być odczuwaną. Dawała wszystko — czasem aż do zapomnienia o sobie. Ale w tym dawaniu była jej prawda.
Dziś jej nie ma. I nie ma sensu udawać, że to można wytłumaczyć. Brakuje jej w sposób, którego nie da się oswoić. Świat jest cichszy. Jakby coś fundamentalnego zostało z niego wyjęte.
A jednak… coś pozostaje.
Pozostaje jej miłość — nie jako wspomnienie, ale jako coś, co w nas działa. W naszych gestach, w sposobie, w jaki patrzymy na innych, w tym, że potrafimy być dla siebie nawzajem. W tym, że mimo bólu — trwamy.
Mamo, dziękujemy Ci. Za wszystko, co było proste i za wszystko, co było trudne. Za Twoją siłę, która nie potrzebowała słów. Za ciepło, które nadal w nas jest.
Mamo, dziękujemy za wszystko, czym nas obdarzyłaś. Dziękujemy za Twoją miłość, śmiech i siłę. Będziemy nosić Cię w sercach na zawsze. Pozostały nam zdjęcia i wspomnienia chwil, które razem spędziliśmy… nasze wycieczki, rozmowy i śmiech. To najpiękniejsze wspomnienia, które pozostaną z nami na zawsze. Będziemy tęsknić, zawsze. Nigdy Cię nie zapomnimy.
I nie wiemy, jaki jest sens odejścia. Ale wiemy, jaki był sens Twojego życia.
I to wystarczy, żebyś pozostała z nami.
Na zawsze.
Ale teraz oddajmy głos Małgorzacie…
Żegnam Was, moje ukochane dzieci — Arku, Dagmaro i Dominiko.
Arku, mój drogi synu, byłeś zawsze moim oczkiem w głowie. Patrzyłam na Ciebie z dumą i miłością i zawsze byłeś dla mnie wszystkim!
Dagmaro, moje wsparcie i siło, zawsze byłaś przy mnie, kiedy najbardziej Cię potrzebowałam. Twoja troska, Twoja obecność i Twoje serce pomagały mi przejść przez ostatnie tygodnie mojego życia. Byłaś ze mną do końca.
Dominiko, moja Najdroższa Córko, nie mam słów, kocham Cię nad życie!
Żegnam Was moje wnuki — Danielu i Alexie.
Danielu, kochałam Cię bardzo głęboko, bardziej niż słowa potrafią wyrazić. Dawałeś mi tyle radości w życiu i jestem z ciebie bardzo dumna.
A Ty, Alex, mój najmłodszy wnuku, byłeś moim małym skarbem. Uwielbiałam Cię, a Twój uśmiech rozjaśniał mój dzień i uwielbiałam nasze rozmowy o wszystkim i o niczym…
Żegnam Cię Nick, Mikołaju, Mój Mężu, przeżyliśmy razem zaledwie 25 lat… tak krótko! I kiedy to minęło?
Żegnam Cię, Do mój bracie Janku i Twoją żonę Anię — dziękuję Wam za to, że byliście nie tylko rodziną, ale też prawdziwymi przyjaciółmi w ostatnich latach. Wasza bliskość znaczyła dla mnie bardzo wiele. Aniu dziękuję za wspólnie spędzone chwile w naszych podróżach po Polsce, a było ich wiele.
Żegnam Wasze dzieci – Adę, Janka i Maćka dziękuję że zawsze mogłam na was liczyć.
Żegnam Was moja siostro Beato i Twoja Rodzino — i zostawmy to, co było, a co teraz nie ma już znaczenia…
Żegnam moich kuzynów — Krzyśka, Tomka i Wasze rodziny, Jurka i Twoją rodzinę, żegnam Zofię, Danutę, Grażynę, i Andrzeja z rodzinami.
Nawet jeśli dzieliła nas odległość, zawsze lubiłam do was wpaść w odwiedziny i wspominać dawne czasy.
Nie sposób wspomnieć wszystkich którzy swoją obecnością wprowadzili promień słońca do mojego życia.
Żegnajcie!
Małgosiu, Maga… hippisko! Na koniec zagra Ci Bob Dylan…
Żegnaj Małgosiu!

