Szanowny Panie Pawle, piszę te słowa z potrzeby serca, chcąc podziękować za to, że przeprowadził Pan mnie i mojego brata przez trudny moment pożegnania naszego Ojca. Towarzyszył nam Pan w okolicznościach, które były nie tylko bolesne, ale po ludzku skomplikowane. W obliczu tragedii, pośród ciężkich emocji oraz niezrozumienia z jakim przyszło nam się mierzyć, był Pan dla nas głosem spokoju, którego wtedy tak bardzo potrzebowaliśmy. Szczególnie dziękuję za nasze sobotnie spotkanie. Nie była to dla mnie zwykła rozmowa organizacyjna – był to czas oczyszczenia. Dziękuję, że wysłuchał Pan mojej prawdy bez cienia oceny. To dzięki Panu odzyskałam wiarę w to, że mam prawo do bólu, mimo że nasze drogi z Tatą od dawna się nie przecinały. Pana postawa dała mi siłę, by stanąć przy grobie z podniesioną głową i spokojem w sercu. Sam przebieg ceremonii był świadectwem Pana niezwykłego kunsztu, ale przede wszystkim Pana człowieczeństwa. W świecie tak skorym do wydawania wyroków i szukania winnych, podarował nam Pan coś bezcennego – przestrzeń na pożegnanie pełne godności, wolne od potępienia i fałszu. Z ogromnym wyczuciem uszanował Pan życie naszego Ojca, żegnając Go w sposób godny i pełen powagi. Potrafił Pan pochylić się nad Jego losem bez oceniania wyborów, których dokonał, pozwalając nam wszystkim dostrzec w Nim po prostu człowieka. Zachował Pan przy tym niezwykły balans, oddając szacunek zmarłemu, a jednocześnie chroniąc naszą wrażliwość. Dla mnie nie był Pan tego dnia jedynie Mistrzem Ceremonii. Stał się Pan swego rodzaju przyjacielem rodziny i opiekunem zranionych uczuć. Chwycił nas Pan za ręce w chwili, gdy najbardziej potrzebowaliśmy wsparcia, i pomógł odnaleźć spokój tam, gdzie inni widzieli jedynie winę. Dziękuję za Pana obecność, za każde słowo, piosenkę i za to, że pomógł nam Pan odnaleźć spokój tam, gdzie inni widzieli tylko winę. Nigdy tego Panu nie zapomnimy. Z wyrazami najgłębszego szacunku i wdzięczności, Aleksandra Szyperska

