Pogrzeb

Śp. Monika Trejber – Ptasińska. Mowa Pożegnalna

23.02.26, na Cmentarzu Parafialnym w Legionowie, Mąż Jarosław, Dzieci, Najbliższa Rodzina, Przyjaciółki i Przyjaciele i… Legionowo pożegnało Monikę Trejber – Ptasińską (48), Niezwykłą Kobietę o Anielskim Sercu, Pięknej Duszy… Kolorowego Ptaka, który odszedł za młodo. Miałem wielki zaszczyt poprowadzić Ceremonię Pogrzebową, wzorowo zorganizowaną przez Dom Pogrzebowy Apokalipsa z Legionowa, a poniżej moja Mowa Pożegnalna… 

Monika… Kolorowy Ptaku… Widzisz ile i ilu nas  tu jest?..  

Nie przyszliśmy tu, bo rozumiemy.
Przyszliśmy, bo nie rozumiemy.
Bo śmierć zawsze przychodzi nie na czas, nie w porę, 

i nigdy nie wtedy, kiedy człowiek jest na nią gotów.

Moniko…. 

Twoje imię brzmi dziś w ciszy głośniej,

niż jakiekolwiek słowa. 

Człowiek zawsze chce nadać sens temu, co się wydarzyło.
Ale są chwile, w których sens nie istnieje.
Jest tylko brak sensu.
Jest tylko pustka.
Jest tylko obecność tych, którzy zostali.

Przyszliśmy do Ciebie nie po wytłumaczenie.
Przyszliśmy, bo miłość nie potrzebuje logiki,
a pamięć nie potrzebuje dowodów istnienia.

Jesteś w nas, nie w odpowiedziach,
lecz w pytaniach, które już zawsze będziemy zadawać.

Ale zacznijmy od początku…

Monika urodziła się w Nasielsku, ale jak sama o tym mówiła, to był tylko szczegół, bo całe swoje życie spędziła tu w Legionowie. Tu chodziła do Szk Podst nr 2, tu dorastała i tu od początku zdobywała serca i sympatię przyjaciół i znajomych.  Tak było przez całe życie Moniki. Później skończyła liceum handlowe w Warszawie, a pracę zaczęła w Zjednoczonym Przedsiębiorstwie Rozrywkowym, potem prowadziła własną działalność… ale nie to było najważniejsze… Od zawsze wiedziała, że swoje życie spędzi wśród ludzi i dla ludzi… miała ten szczególny dar docierania do ludzi, zdobywania ich serc i wszędzie, gdziekolwiek się pojawiała świat jaśniał, stawał się „monikowy”… 

Aż przyszedł czerwiec 1994 i wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło życie Moniki. Ulica Grottgera w Legionowie, 20-letni Jarosław zobaczył 17-letnią Monikę, piękną, szczupłą, z nogami do samej ziemi i burzą włosów, kolorową w różowej sukience… „To będzie moja żona” – tylko przeszło mu przez myśl… i tak się stało. 

Od tego momentu już zawsze byli razem. Rodzinna pamięć Państwa Ptasińskich przechowuje wzruszające okoliczności zaręczyn, które odbyły się… po Pałacem Kultury, w 1998 roku, kiedy  Monika i Jarek wybrali się razem na zakupy, na podpałacowy targ ze wszystkim, PAMIĘTACIE PAŃSTWO TE BLASZANE HALE NA PLACU DEFILAD!!!… Pan Jarek kupił pierścionek, złoty ale skromny, tylko na taki było go stać… a Monika powiedziała TAK! Potem były drugie zaręczyny w gronie rodzinnym, czyli… czym  zawsze chwalił się Jarosław – „moja żona miała podwójne zaręczyny!!!” Ślub zaplanowano na wrzesień 1999 roku, jednak miłość Młodych nie chciała tak długo czekać… Ślub Moniki i Jarosława odbył się już w czerwcu, bo w we wrześniu 1999 roku na świat przyszedł Michał! Rodzina dla Moniki zawsze była najważniejsza i jako matka spełniała się od początku. Ale zawsze to było coś więcej, był ten żar, radość i bezgraniczna miłość do najbliższych… 

W 2004 roku, Państwo Ptasińscy podjęli kolejną bardzo ważną decyzję, a podczas wakacyjnego wyjazdu do Jastrzębiej Góry Monika i Jarek intensywnie pracowali nad wcieleniem jej w życie. I udało się! Tylko rezultat przerósł najśmielsze oczekiwania… Na świecie pojawili się… Dominik i… Jowita, bliźniacze rodzeństwo Michała! Od tego momentu Rodzina Moniki i Jarka była już w komplecie, a Monika w swoim żywiole. Wszyscy, zawsze byli razem, wspierali się we wszystkim i nie było przeszkód nie do pokonania… dzięki Monice, jej charakterowi, sile do życia i niespożytej, jasnej energii… Zresztą ten charakter Moniki, objawiał się w różnych sytuacjach, podczas narodzin Dominika i Justyny także… Podczas porodu zaproponowano cesarskie cięcie, ale Monika – twarda, jak zawsze powiedziała „nie, sama dam radę!”. Kiedy na świecie pojawił się Dominik, położna zapytała, czy potrzeba chwilę przerwy. „Nie, jedziemy dalej!” odpowiedziała Monika i po chwili usłyszała „Monisia, masz córkę!” 

Gdy dzieci podrosły, Monika wróciła do pracy, najpierw w Urzędzie miasta, potem w legionowskiej przychodnii, aż wreszcie na początku tego roku, zaczęła pracę w miejscu, które sobie wymarzyła… w Centrum Integracji Społecznej, gdzie nadzorowała zakład gastronomiczny… Uwielbiała gotować, była przepełniona empatią do ludzi i zawsze można było na nią liczyć… To miejsce i ta praca były stworzone dla niej… zaledwie miesiąc temu zaczęła tam pracować…  

Drodzy, rozmawiałem z Najbliższymi Moniki, Z mężem Jarkiem, synem Michałem, jego narzeczoną Darią, którą Monika przyjęła jak córkę, rozmawiałem z jej Przyjaciółkami p Moniką Nowakowską, KTÓRA PROSIŁA MNIE, ABYM POWIEDZIAŁ, ŻE DZIĘKUJE JEJ ZA WSZYSTKO, BO SAMA NIE ZDĄŻYŁA TEGO ZROBIĆ… i z p Agnieszką Górzyńską i wiem, że  żegnamy dziś niezwykłą istotę  pięknego, wyrazistego człowieka. Żegnamy Monikę, pełną miłości do Najbliższych, empatii i oddania potrzebującym, żegnamy Monikę kolorową, z artystyczną duszą, poczuciem humoru, ciepłem i radością życia… Była kobietą odważną, konkretną i silną… Kochała ludzi, kochała pomagać, kochała gotować, kochała być potrzebna. Gdziekolwiek się pojawiła  zostawiała po sobie ślad. Nie wielkimi słowami, nie gestami na pokaz — tylko codzienną obecnością, uśmiechem, troską, rozmową, wsparciem, zwykłym dobrem. 

Ale teraz oddajmy głos Monice… 

Jarku, Mój Ukochany Mężu… byłeś i jesteś miłością mojego życia. Jak wiesz, zawsze wiedziałam, co powiedzieć, ale teraz nie mam słów, aby za wszystko Ci podziękować…

Michał, Dominik, Jowita, Moje Dzieci Najdroższe… trzymajcie się razem, a ja zawsze będę z Wami… 

Dziękuję całej rodzinie ze strony moich rodziców Tadeusza i Czesławy i ze strony męża za to że mogliśmy liczyć na waszą pomoc już od najwcześniejszych lat małżeństwa aż do ostatnich chwil, w każdej kwestii stanęliście na wysokości zadania, w każdych trudnych i miłych sytuacjach .

Drodzy Przyjaciele, dziękuję wszystkim za każdą wspólnie spędzoną chwilę, wyjazdy, imprezy, kawki, herbatki i lampki wina. Dziękuję wam moje „stare krowy”… 

Daria, dziękuję Ci za to, że byłaś oparciem dla mojego syna Michała i mam nadzieję, że tak pozostanie. Dziękuję za nasze pogaduchy.

… a na was Urszulo i Andrzeju, już się nie gniewam.

Żegnajcie!

I jeszcze coś ode mnie… wiersz, który brzmi, jak przesłanie Moniki, do Najbliższych, do nas wszystkich, którzy Ją żegnamy. Napisała go amerykańska poetka Mary Elizabeth Frye, prawie 100 lat temu…  

Posłuchajcie… 

Nie stój tak i nie płacz przed moim grobem.

Nie ma mnie tam, nie śpię tam…

Jestem wiatrem wiejącym w drzewa.

Jestem blaskiem diamentu na śniegu.

Jestem słońcem na dojrzałym zbożu.

Jestem delikatnym jesiennym deszczem…

kiedy budzisz się w ciszy poranka.

Jestem lotem tych cichych ptaków

które kręcą się po niebie…

Więc nie stój tam i nie opłakuj mojego grobu.

Nie ma mnie tam, nie jestem martwa!

Dlaczego miałabym po prostu zniknąć z twojego życia

Ponieważ jestem poza zasięgiem twojego wzroku?

Po prostu przeszłam na drugą stronę.

Jestem mną, a ty jesteś sobą. 

Bez względu na to, czym wcześniej byliśmy dla siebie,

Zawsze będziemy.

Aby porozmawiać o mnie, użyj imienia

którym zwracałeś się do mnie.

Mów o mnie tak, jak zawsze.

Nie zmieniaj tonu, nie wyglądaj poważnie i smutno.

Śmiej się jak poprzednio z żartów, które razem tak bardzo lubimy. 

Baw się, uśmiechaj, myśl o mnie, żyj dla mnie i ze mną.

Niech moje imię będzie krzepiącą piosenką, którą zawsze było. 

Wypowiedz to z prostotą i naturalnością.

Bez śladu żalu.

Życie oznacza wszystko, co kiedykolwiek oznaczało.

Wszystko jest nadal takie samo, nić nie jest zerwana. 

Czym jest śmierć, jeśli nie przejściem?

Odnawia i pozwala płynąć wszystkim energiom życia,

Zawsze myśl i rozmawiaj o mnie wokół siebie, a zobaczysz,

Wszystko będzie dobrze. 

Wiesz, że cię słyszę, nie jestem daleko

Oto jestem, po drugiej stronie.